piątek, 27 lutego 2015

Kwiaty na poddaszu- Virginia Cleo Andrews

OPIS:

Szczęśliwą z pozoru rodzinę Dollangangerów spotyka tragedia - w wypadku samochodowym ginie ojciec. Matka z czwórką dzieci zostaje bez środków do życia i wraca do swego rodzinnego domu. Niezwykle bogaci rodzice mieszkający w ogromnej posiadłości, wyrzekli się córki z powodu jej małżeństwa z bliskim krewnym, a narodzone z tego związku dzieci uważają za przeklęte. W tajemnicy przed dziadkiem rodzeństwo zostaje umieszczone na poddaszu, którego nigdy nie opuszcza. Dzieci żyją w ciągłym strachu, a odkrycie, jakiego dokonuje najstarszy brat, stawia rodzeństwo w obliczu nieuniknionej katastrofy.

MOJA OPINIA:

Całą historie poznajemy oczami Cathie, dwunastoletniej dziewczynki, która dopiero wkracza w życie nastolatki. Jej szcześliwe dzieciństwo kończy sie wraz ze śmiercią jej ojca. Ona wraz z rodzeństwem zmuszona jest zamieszkać w domu rodziców swojej matki, którzy są niezwykle religijnymi ludźmi. Dzieci mogą pozostać pod jednym warunkiem. Mają zachowywać sie cicho, nie pokazywać sie nikomu, a już zwłaszcza dziadkowi. Jednym słowem mają udawać, że nie istnieją... Jedynym miejscem do zabawy mają stary, zakurzony strych. Pod żadnym pozorem nie mogą opuszczać tego miejsca. Czy w takich warunkach młodzi ludzie mogą rozwijać sie prawidłowo?

Wyobrażacie sobie, żebyście tak nagle, z dnia na dzień zostali pozbawieni takiego luksusu, jakim jest wolność? Że zostalibyście zamknieci w pokoju, zdani przez całe dni i noce tylko na siebie i swoje rodzeństwo? Oczywiście, że to jest niewyobrażalne! Okropne! Okrutne! Czy istnieje na świecie taka osoba, która zrobiłaby to swoim własnym dzieciom? Moim zdaniem znalazły by sie takie osoby. Ludzie z natury są okrutni, trzeba im dać tylko dogodną okazje.

Jedynym minusem jakiego doszukałam sie w książce jest to, że jest pisana banalnym jezykiem, a rozmowy miedzy bohaterami wyglądały na tak sztuczne! Ale nie wiem, czy to nie zostało tak napisane specjalnie, bo książka była napisana dawno temu, a kiedyś ludzie inaczej rozmawiali, ale nie wydaje mi sie, że to o to chodziło. Po prostu autorka źle dobierała słowa, przez co nie były zbytnio realistycznie. 

Mamy także wątek zakazanej miłości. Chyba nie wyjawiłabym wielkiej tajemnicy mówiąc, że dochodzi tu do kazirodztwa. Wiekszość ludzi, gdyby tylko o tym usłyszała, od razy zaczeliby mówić jakie to okropne i obrzydliwe. Po prostu wiekszość widzi tylko jedną strone medalu. Ludzi mają swoje potrzeby, a że dzieci, którymi byli bohaterowie, gdy zostali zamknieci w wiezieniu połączyło jakieś uczucie, czy można ich za to winić? Gdy dorośli, zaczeło buzować w nich mnóstwo hormonów, a na dodatek nikt im niczego nie tłumaczył! Winą trzeba obarczyć tylko i wyłącznie demoniczną babke, zniedołeżniałego starca, jakim był ich dziadek i matke. Spróbujcie postawić sie na miejscu Cathie i Chrisa, dopiero potem ich ocieniać.

Musze też powiedzieć słowo o okładce, która przyspiesza prace serca, przynajmniej mojego. Widać na niej dom dziadka. W jedym oknie pali sie światło i można zauważyć dwie sylwetki. Sylwetki dzieci. Czy nie macie dreszczy patrząc na to? Wszystko jest takie mroczne ale śliczne! Idealnie oddaje charakter książki. Na pewno siegne po nastepne cześci.


wtorek, 24 lutego 2015

Złodziejka książek- Markus Zusak

OPIS:

Liesel Meminger swoją pierwszą książkę kradnie podczas pogrzebu młodszego brata. To dzięki „Podręcznikowi grabarza” uczy się czytać i odkrywa moc słów. Później przyjdzie czas na kolejne książki: płonące na stosach nazistów, ukryte w biblioteczce żony burmistrza i wreszcie te własnoręcznie napisane… Ale Liesel żyje w niebezpiecznych czasach. Kiedy jej przybrana rodzina udziela schronienia Żydowi, świat dziewczynki zmienia się na zawsze…

MOJA OPINIA:

Książka ta została napisana w jeden z najbardziej oryginalnych sposobów. Mianowicie narratorem nie jest wcale główna bohaterka, nie jest nim też po prostu zwykła osoba trzecioosobowa.  Jednak z przykrością można stwierdzić, że narrator przez cały czas się objawia, możemy go bliżej poznać w najbardziej przykrych sytuacjach. 
Śmierć jest wbrew wszystkiemu całkiem dobrym gawędziarzem z czarnym poczuciem humoru.

Główną bohaterką książki jest dziewczynka Liesel, która żyje za czasów II wojny światowej, kiedy to panowały ciężkie czasy, zwłaszcza dla osób pochodzenia żydowskiego. Liesel po śmierci swojego brata trafia do przybranej rodziny, której na początku nie chce zaakceptować. Cały czas nękają ją koszmary przeszłości, widok martwych oczu swojego małego braciszka.
Gdy jej przybrany ojciec odnajduje w rzeczach dziewczynki tajemniczą książkę"Podręcznik grabarza", nie zadaje pytań, tylko po prostu zaczyna czytać na głos swojej córce, która odkrywa w tym czasie magiczną moc słów.

 Znajomość z Rudym na początku nie zapowiadała się na nic więcej niż na nienawiść. Ale domysły mogą okazać się błędne. Otóż Liesel i chłopiec z sąsiedztwa, który jest zafascynowany czarnoskórym biegaczem odnajdują wspólny język i szybko stają się najlepszymi przyjaciółmi.
Zdaje się, że dziewczynce od tamtej pory wszystko zaczyna się układać, jednak los był dla niej złośliwy. Wkrótce w jej życiu pojawia się żyd, który ukrywa się przed nazistami. Wkrótce staje się ważną częścią w życiu Liesel.

W książce ukazana jest moc miłości, ale nie namiętnej jak w każdym romansie, tylko niewinna miłość, która jest niczym skrzydła motyla, delikatna i piękna. Ukazana jest wojna, która jest tylko tłem tej historii. Markus Zuzak przedstawił nam lata 30/40 XX w. z zupełnie innej perspektywy. Takiej, w której główną rolę gra pasja. Pasją w tej historii są książki. To właśnie od "Podręcznika grabarza" wszystko się zaczęło i na dzienniku Liesel skończyło. Piękne było to, że nawet w takich momentach jak wojna, niektórym ludziom nadal zależało na tym, zeby móc przeczytać chociaż jedna książkę.

P.S. Śmierć ma na prawdę ciężką robotę.

piątek, 20 lutego 2015

Zostań, jeśli kochasz- Gayle Forman

OPIS:

Mia straciła wszystko. Czy miłość pokona śmierć?

Po tragicznym wypadku, w którym zginęli jej najbliżsi, Mia trwa w stanie dziwnego zawieszenia. Musi podjąć decyzję, czy walczyć o odzyskanie przytomności, czy też poddać się i umrzeć. Próbując rozstrzygnąć ten dylemat, wspomina dotychczasowe życie.

MOJA OPINIA:

Zdajecie sobie sprawe, że życie ludzkie jest przelotne niczym płomień świecy. Zwykły podmuch jest w stanie je zgasić, tak jak zwykły wypadek może na zawsze zamknąć nam oczy. A czy wyobrażacie sobie, żeby w jednym momencie stracić swoje dotychczasowe życie? Czy kiedykolwiek myśleliście o śmierci jak o stary przyjacielu? Otóż Mia zdążyła tak o niej pomyśleć. Przez pare godzin miała mnóstwo czasu do namysłu.

Po raz pierwszy chyba uważam, że film jest lepszy od książki! Pierwsze co mi przeszkadzało jest to, że książka jest ZA KRÓTKA! Ma niespełna 250 stron i lepszym określeniem byłoby:opowiadanie. Akcja toczy sie przez zaledwie jeden dzień. Mia walczy o życie w szpitalu wspominając swoje, życie, które było pełne szcześcia. Miała kochających rodziców, którzy byli marzeniem każdego nastolatka! Miała młodszego braciszka, dla którego była w stanie zrobić wszystko. Miała cudownego chłopaka, który kochał ją bezgranicznie. Miała oddaną przyjaciółke, która nigdy nie opuściłaby jej w potrzebie. I przez jeden krótki moment wszytko trafia szlak.

Ogólnie książka była przyjemna. Przeze mnie została przeczytana w kilka godzin. Ciekawe czy podobałaby mi sie troche bardziej, gdybym przeczytała ją najpierw, a potem obejrzała film? Nie wiem, ale mniejsza z tym. Mimo wszystko z wielką ochotą przeczytałabym drugą cześć, choćby dlatego, żeby poznać dalsze losy Mii. Bardzo jestem ciekawa rozwiniecia tej historii.

środa, 18 lutego 2015

Krąg- Mats Strandberg, Sara B. Elfgren

OPIS:

Małe, otoczone gęstymi lasami miasteczko Engelforts. Sześć dziewcząt właśnie rozpoczęło naukę w liceum. Nic ich ze sobą nie łączy – z wyjątkiem tego, że wszystkie ścigane są przez starodawne zło.
Zaraz po rozpoczęciu pierwszego semestru w szkolnej toalecie znalezione zostaje ciało martwego ucznia. Wszyscy podejrzewają samobójstwo, wszyscy z wyjątkiem tych, którzy znają prawdę.
Pewnej nocy, gdy na niebie pojawia się czerwony księżyc, dziewczyny spotykają się w parku. Nie wiedzą jak, ani dlaczego się tu znalazły. Odkrywają, że drzemią w nich tajemne moce, a ich życiu zagraża niebezpieczeństwo.
Od tej chwili szkoła staje się dla nich sprawą życia i śmierci – i to dosłownie. Muszą nauczyć się współpracować ze sobą pomimo dzielących je różnic i okiełznać przebudzone w nich moce. Czas ucieka. Coś tajemniczego je nawiedza i jeżeli tego nie odnajdą, nie zniszczą, to coś odnajdzie je...


MOJA OPINIA:

Każdy lubił sobie marzyć, że ma jakieś niezwykłe zdolności, np. latanie,czytanie w myślach, bycie niewidzialnym. Lubiliśmy myśleć, że kiedyś to w sobie odkryjemy i bedziemy superbohaterami, być może walczącymi ze złem. Z wiekiem coraz bardziej traciliśmy nadzieje, aż w końcu całkiem znikneła. Niespodzianka czeka sześć dziewczyn, które w noc czerwonego ksieżyca dowiadują sie o swojej misji, która jest śmiertelnie niebezpieczna. Odkrywają w sobie moce, które od zawsze w nich drzemały, aż w końcu sie przebudziły.

Najtrudniejszą próbą dla dziewczyn była chyba współpraca. Bohaterki pochodziły z całkiem innych środowisk, przez co nie mogły sie porozumieć i cały czas sie kłóciły, a wyraźnie ich ostrzegano, że aby pokonać zło muszą sobie bezgranicznie ufać. Jak widać, nie było to takie proste. Minoo była moją ulubioną bohaterką. Nigdy sie nie wychylała, była tz. szarą myszką. Uczyła sie najlepiej z całej szkoły, zakupy były dla niej czarną magią. Uważała sie za brzydką i podkochiwała sie w nauczycielu matematyki. Ida była szkolną zołzą, która każdemu musiała dogryźć. Rebeka była bardzo przecietną dziewczyną. Chodziła z najprzystojniejszym chłopakiem w szkole, cały czas sie bała, że może go stracić, miała też problemy. Zaburzenia łaknienia. Linnea była dziewczyną emo. Mocny makijaż, własnorecznie uszyte ciuchy, pobłażliwe postrzeganie na świat. Vanessa- szkolna sex bomba, która chodzi ze staszym chlopakiem, który nie może znaleźć pracy. I Anna Karin, która w podstawówce była pośmiewiskiem, a w liceum traktowana jak powietrze. Czy dziewczyny odnajdą wspólny jezyk? Czy wspólnymi siłami pokonają zło?

Zdecydowanie nie można powiedzieć, że książka była nudna, bo działo sie i to dużo.  Pisana jest z perspektywy wszystkich dziewczyn. W pierwszej cześci tej trylogii poznajemy głównie charaktery bohaterek i ich życie prywatne. Autorzy daja nam szanse na zapoznanie sie z nimi i pozwalają wybrać swoją ulubioną postać. Poruszane są różne problemy rodziny, przyjaźni i miłości. Ukazana jest wewnetrzna walka ludzka jak i z siłami zła. Wzbudza także wiele emocji i myśle, że nie na darmo została okrzyknieta bestsellerem.




poniedziałek, 16 lutego 2015

Wybrani- C.J. Daugherty

OPIS:

Gdy wszyscy wokół kłamią, komu zaufasz?
Świat Allie legł w gruzach. Jej ukochany brat zaginął, a ona została aresztowana – kolejny raz. Rodzice podejmują desperacką decyzję o wysłaniu dziewczyny do elitarnej szkoły z internatem. Akademia Cimmeria nie jest jednak zwyczajną szkołą. Panują tu dziwne zasady a uczniowie to w większości bogate dzieci wpływowych rodziców. Kiedy jedna z uczennic zostaje zamordowana, Allie zaczyna rozumieć, że Akademia Cimmeria skrywa mroczny sekret. Czy w jego odkryciu pomoże dziewczynie przystojny Sylvain? A może outsider Carter?
Jaką tajemnicę kryje historia rodziny dziewczyny? Kim tak naprawdę jest Allie?

MOJA OPINIA:

Wyobrażacie sobie to uczucie, które towarzyszy, dy bliska nam osoba odchodzi? Wraz z nia odchodzi cześć nas, ponieważ ta osoba była w naszym sercu. Potem już nie jesteśmy sobą. To właśnie przydarzyło sie Allie. Jej jedyny brat, który był dla niej jednocześnie najlepszym przyjacielem zniknął bez śladu. Po tym wydarzeniu dziewczyna diametralnie sie zmienia. Czesto sie buntuje, robi wszystkim na złość, a czasami jest nawet lekko agresywna. Co jej rodzice mówią na to zachowanie? Przez jakiś czas przymykali na to oko, ale gdy ich córka została po raz kolejny aresztowana, zdecydowali sie coś z tym zrobić. Moim zdaniem rodzice Allie byli troche nienaturalni i nie mogłam odtworzyć sobie w głowie ich obrazu. Zamiast porozmawiać szczerze z dziewczyną, to żeby pozbyć sie uciążliwego problemu, wysyłają ją do akademika. Jeszcze bardziej bezsensowne było to, że zachowywali sie jakby pogodzili sie ze stratą syna. Miałam takie wrażenie, o ile można w ogóle jakieś mieć po tych krótkich fragmentach, w których rodzice wystepowali, a nie było tego za wiele... Autorka powinna przybliżyć nam postacie rodziców i samego brata.

Cimmeria to elitarna szkoła, głownie dla bogatych dzieciaków, dla takich, których krewni uczyli sie kiedyś w tym miejscu. W takim razie skąd znalazła sie tam Allie? Gdy autorka opisywała mury budynku i zasady w nim panujące, miałam wrażenie, że czytam o Hogwardzie. Dokładnie taki obraz miałam przed oczami. Niby spoko, każdy by chciał sie znaleźć w takim miejscu, ale przecież chwila!... Taka szkoła nie może chyba istnieć na prawde! Moim znaniem autorka popełniła spory błąd tak koloryzując to miesce, bo lepiej, żeby sie miało wrażenie, że jest autentyczne... Wokół szkoły pietrza sie lasy, całkiem niedaleko zdajduje sie jezioro,a nawet zabytkowy cmentarz! Troche nierealne. No za to po prostu daje mały minus książce.

Jak uczniowie przyjmują całkiem nową uczennice? Otóż jak to zwykle bywa, staje sie przez jakiś czas głównym tematem rozmów. Najwieksze zainteresowanie wzbudziła w dwóch mega pociągających chłopakach! (wow, jakie to niesamowite!...) Jeden uchodzi za niedostepnego dla każdej dziewczyny, a drugi para sie złą opinią łamacza serc. Jeden zachowuje sie jak przystało na dżentelmena, jest uprzejmy i w ogóle, a drugi bez przerwy przeszywa ją wzrokiem i czasami zachowuje sie chamsko. Tak, zgadleście... Trójkącik! Allie nie wie, którego wybrać, każdy jest czarujący na swój sposób. Ku mojemu zdziwieniu główna bohaterka nie okazała sie być zwykłą idiotką w sprawach sercowych. Nie flirtowała z obydwoma na raz, nie próbowała wzbudzać u nic zazdrości. Nie rozmyślała cały czas nad swoimi uczuciami, no ale od czasu do czasu jednak jej sie to zdażyło, ale o dziwo nie zepsuło to książki.

Ogólnie rzecz ujmując, ksiażka nie była zła, a nawet można powiedzieć, że była interesująca i z ciekawością czytałam o losach Allie jak i Cimmeri. Wprawdze nie stała sie ona moją ulubioną ksiażką, ale z wielką checią przeczytałabym drugą cześć, a jeśli zainteresowałaby mnie tak jak pierwsza, to i siegne po nastepną. Czemu nie?



środa, 11 lutego 2015

Jeździec miedziany- Paullina Simons

OPIS:

Leningrad, rok 1941.
17-letnia Tania Mietanowa poznaje młodego oficera mówiącego z obcym akcentem.
Zakochuje się w nim ku swemu przerażeniu, gdyż Aleksander jest już obiektem uczuć jej siostry Darii. Miłość jednak nie wybiera - Aleksander odwzajemnia uczucia Tani, ale by nie ranić Darii, bohaterowie przysięgają nigdy nie ujawnić swej miłości. Gdy blokada zacieśnia się i miasto zaczyna głodować, śmierć dosięga rodzinę Mietanowów. Tania szaleje ze strachu - jej ukochany walczy w wojskach próbujących przerwać pierścień blokady... 
Ledwo odetchnie z ulgą, już Aleksander znajdzie się w nowym niebezpieczeństwie, wyjaśni się tajemnica jego akcentu, a bohaterom zagrozi rozłąka... 
Ile jeszcze przejdą, nim los pozwoli im być razem?
I czy okrutna historia w ogóle na to pozwoli?

MOJA OPINIA:

Miłość to uczucie, które towarzyszyło człowiekowi od zawsze. Pojawia sie kiedy najmniej sie tego spodziewamy, kiedy jeszcze nie jesteśmy na nią przygotowani. Jak to sie dzieje, że jesteśmy w stanie dla danej osoby zrobić dosłownie wszystko? Dlaczego nie możemy spać po nocach , ponieważ nasze myśli zajmuje osoba, która zawładneła naszym sercem? Myślimy co ona teraz robi, czy o nas myśli, czy też nie może spać. W którym momencie zdajemy sobie sprawe, że gdyby nas opuściła, nasze życie straci sens? Bohateram, którzy umieliby odpowiedzieć na te pytania są Tatiana i Aleksander. Ci młodzi ludzie zostali poddani próbie. Nawet nie zdawali sobie sprawy, że jedno przejście przez ulice może zmienić całe ich życie. Ich miłość była zakazana. Na drodze do ich szcześcia stało wiele przeszkód. Jedną z nich była siostra Tatiany. Daria uważała, że Aleksander jest jej przeznaczony i to z nim spedzi reszte swojego życia. Była ślepa na wszelkie oznaki uczucia miedzy jej ukochanym a jedyną siostrą. Drugą trudnością była jakże podstepna pani , za którą szli wszyscy młodzi meżczyżni. Wojna. Niemcy zaatakowali Związek Radziecki, kraj naszych bohaterów, co nie pozwalało im nacieszyć sie sobą, ponieważ Aleksander był żołnierzem. Czy młodzi pokonają w końcu złośliwości losu i na ich drodze zabraknie w końcu żadnych przeszkód?

Miłość w czasie wojny to moim zdaniem bardzo odważny temat, na który nie każdy pisarz może sobie pozwolić. Wiadomo, że uczucie miedzy bohaterami w jakiejkolwiek książce można przesłodzić co automatycznie psuje to co sie świetnie zapowiadało. Każdy ma chociaż małe pojecie na temat wojny. Głód, przerażenie, narzucanie czyjejś woli. Ludzie nie myśleli racjonalnie. Ten kto mysli, że jest mu źle w tych czasach, bo mamusia nie chce mu kupić nowej komórki niech przeczyta co sie działo podczas wojny, kiedy bomby spadały na ziemie niczym deszcz dzień w dzień rozrywając ludzkie ciała. Co gorsza człowiek sie do tego przyzwyczajał! Wiec pomyśleć można, że podczas tych strasznych czasów nie było miejsca na miłość, no bo jak można myśleć o czymś tak błahym, gdy śmierć tańczy ci wprost przed nosem? Po przeczytaniu tej książki znam już odpowiedź na to pytanie. O piekniejszej miłości jeszcze nie czytałam. To nie było tak, że Tatiana przez calutki czas myślała o Aleksandrze i nie zwracała uwagi na to co sie dzieje wokół niej, o nie. Nie była samolubna i nie myślała tylko o sobie. Całą siebie mogła poświecić dla ukochanych osób. Może z paru jej wyborób nie byłam zadowolona, ale potem sobie pomyślałam co ja bym zrobiła na jej miejscu?! Przecież nie żyłam w tamtych czasach i możliwe, że nie zawsze bym myślała racjonalnie, a Tatiana miała tylko siedemnaście lat! Z dziewczynki z dnia na dzien musiała stać sie kobietą. To własnie przez te błedy, które były jak najbardziej ludzkie, postać wydawała sie jeszcze bardziej żywa.

Książka jest bardzo długa, a nie było takiej strony gdzie by sie coś nie działo. Nie było po prostu takiego momentu kiedy chciałam ją odłożyć, bo mi sie juz nie chciało czytać. Nie mogłam sie absolutnie od niej oderwać. Przez jakiś czas po prostu nią żyłam. Gdy bohaterowie głodowali, tak sie pochłonełam tą książką, że dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że moge iść coś zjeść, bo moja lodówka w przeciwieństwie do ich jest pełna!
Co sie stanie z Tatianą i Aleksandrem? Byłam całkowicie zahipnotyzowana, głeboko wszystko przeżywałam, jak już wcześniej wspomniałam. Nie wszystkie książki można uznać za poruszające, a ta po prostu tetniła życiem. Książke musicie przeczytać! Musicie!


sobota, 7 lutego 2015

Love, Rosie- Cecelia Ahern

OPIS:

Rosie i Alex od dzieciństwa są nierozłączni. Życie zadaje im jednak okrutny cios: rodzice Alexa przenoszą się z Irlandii do Ameryki i chłopiec oczywiście jedzie tam razem z nimi. Czy magiczny związek dwojga młodych ludzi przetrwa lata i tysiące kilometrów rozłąki? Czy wielka przyjaźń przerodziłaby się w coś silniejszego, gdyby okoliczności ułożyły się inaczej? Jeżeli los da im jeszcze jedną szansę, czy Rosie i Alex znajdą w sobie dość odwagi, żeby spróbować się o tym przekonać?

MOJA OPINIA:

Chyba już każdy słyszał o tej poruszającej powieści Cecelii Ahern, która zawładneła sercami płci pieknej. Czytałam przeróżne recenzje tej książki. Niektórym bardzo przeszkadzało to w jakim stylu została napisana, mi to jednak za bardzo nie przeszkadzało, a nawet było miłą odmianą. Uważam nawet, że jakby było "normalnie" napisane, historia stałaby sie jeszcze bardziej banalna. No bo co tu dużo ukrywać... Oryginalnością ta książka nie świeci. Mimo to niektóre momenty były na prawde zaskakujące i mimo, że nie były napisane uczucia bohaterów (tylko trzeba było to wywnioskować po tym co piszą w emailach, sms itp.) można było poznać charaktery poszczególnych postaci i doskonale je sobie wyobrazić. Może niektórym ten sposób pisania diabelnie przeszkadzał, ale mi sie podobał.

Książka nie opowiada tylko o miłości i przyjaźni, ale także o niespełnionych marzeniach, o radościach i smutkach, o zaletach macierzyństwa. Opowiada o zwyczajnej dziewczynie i zwyczajnym chłopaku. Historia Rosie i Alexa mogłaby sie przydarzyć każdemu z nas. Może właśnie dlatego tak mi sie podobała.

Tak na marginesie... Główną role gra jedna z moich ulubionych aktorek Lily Collins! Myśle, że idealnie pasuje do tej roli, chociaż nawet nie miałam okazji obejrzeć tej ekranizacji, ale mam wrażenie, że to bedzie jeden z moich ulubionych filmów!


czwartek, 5 lutego 2015

Cień wiatru- Carlos Ruiz Zafón

OPIS:

W letni świt 1945 roku dziesięcioletni Daniel Sempere zostaje zaprowadzony przez ojca, księgarza i antykwariusza, do niezwykłego miejsca w sercu starej Barcelony, które wtajemniczonym znane jest jako Cmentarz Zapomnianych Książek. Zgodnie ze zwyczajem Daniel ma wybrać, kierując się właściwie jedynie intuicją, książkę swego życia. Spośród setek tysięcy tomów wybiera nieznaną sobie powieść "Cień wiatru" niejakiego Juliana Caraxa. 

Zauroczony powieścią i zafascynowany jej autorem Daniel usiłuje odnaleźć inne jego książki i odkryć tajemnicę pisarza, nie podejrzewając nawet, iż zaczyna się największa i najbardziej niebezpieczna przygoda jego życia, która da również początek niezwykłym opowieściom, wielkim namiętnościom, przeklętym i tragicznym miłościom rozgrywającym się w cudownej scenerii Barcelony gotyckiej i renesansowej, secesyjnej i powojennej.

MOJA OPINIA:

Od razu musze napisać, że odkąd przeczytałam tą książke, stała sie jedną z moich ulubionych. Jestem niezmiernie wdzieczna koleżance, która mi ją poleciła. Ta książka ma coś w sobie, jest bardzo nietuzinkowa, idealnie wprowadza w tło tajemniczej i magicznej Barcelony. 
Moim skromnym zdaniem uważam, że bohaterowie są świetnie wykreowani, każdemu można by było napisać osobną, bogatą charakterystyke z licznymi epitetami. Każdy bohater jest inny, mają różne cechy charakteru. Nie wiem jak to możliwe ale dosłownie każdą postać jaka brała udział w wydarzeniach mogłam sobie wyobrazić, nawet jeśli przewineła sie na chwile, żeby po tym nie wrócić. Po prostu była wpleciona  w historie i grała jakąś role. Można także powiedzieć, że nie uważałam nikogo w tej ksiażce za tzw. "tego złego". Każdego lubiłam na swój sposób, każdy bohater miał w sobie to coś. Każdy był równie żywy. Z krwi i kości.

Same wydarzenia były niezwykle zaskakujące. Prawie nigdy nie można było zgadnąć co sie akurat wydarzy. Czy nie tego własnie oczekujemy po dobrej książce? Niebanalnych zdarzeń, o których czytamy z zapartym tchem? Jestem świecie przekonana, że ci co szukają właśnie takich historii, tu sie nie zawiodą.

Samego Daniela poznajemy jako małego chłopca, któremu ojciec powierza tajemnice związaną z książkami, o której wiedzą nieliczni. Młodzieniec traktuje to bardzo poważnie. Gdy ojciec każe mu wybrać jedną książke spośród tysiąca, Daniel wybiera "Cień wiatru" Juliana Craraxa. Wtedy nie wiedział jeszcze, że spotka go tyle przygód i ukrytych tajemnic związanych z tą książką.

To, że pojawiają tu sie wątki miłosne (nie tylko głównego bohatera) dało dużego plusa książce. Poznajemy tu tragiczną historie młodego Caraxa, osób, którego go znały. Z każdą strone coraz bardziej wczuwaliśmy sie w życie Juliana, które nie było usiane różami. Miałam wrażenie, że jestem jedną z bohaterów co nie zdarza sie mi sie zbyt czesto. Ta książka z pewnością zostanie w mojej pamieci na dłużej i z pewnością nie raz i nie dwa do niej wróce. Żałuje tylko jednego... Że nie moge znowu pierwszy raz jej przeczytać i na nowo odkrywać tajemnice, które ta książka w sobie zawierała.






wtorek, 3 lutego 2015

Worek kości- Stephen King

OPIS:

W wieku trzydziestu sześciu lat popularny pisarz, Michael Noonan, traci ukochaną żonę Johannę (Jo), która umiera nagle na parkingu centrum handlowego. Tuż przed śmiercią Jo kupiła domowy test ciążowy, ale Michael nie wiedział, że podejrzewa u siebie ciążę choć oboje długo czekali na dziecko. Gdyby urodziła się im dziewczynka, miała otrzymać imię Kia. Rzeczywiście, Jo była w ciąży, a płód był płci żeńskiej. Jednocześnie Noonan doznaje pisarskiej blokady. Po czterech latach, gnębiony koszmarami, decyduje się stawić im czoła.

MOJA OPINIA:

Zdecydowanie jedna z lepszych książek pana Kinga! Tak samo jak w "Rece mistrza" w niektórych momentach przechodziły mi cary po plecach. Z pewnością "Worek kości" można nazwać horrorem, a samego autora określić mianem "Mistrza grozy" i oczywiście moim ulubionym pisarzem, bo nie ma wątpliwości, że na to zasługuje!

Michael Noonan jest bardzo znanym pisarzem, który po śmierci ukochanej żony Jo i ich nienarodzonego dziecka traci zapał do życia, a gdy siada do komputera, aby coś napisać, dostaje zawrotów głowy, dostaje mdłości i musi szybko zgasić worda, żeby to wszystko mineło. Nikomu nie przyznaje sie o tym, że już nie jest w stanie wykonywać pracy, która kiedyś sprawiała mu tyle przyjemności. Po czterech latach postanawia skończyć z tą monotonią jaką jest jego aktualne życie i przeprowadzić sie do miejsca, gdzie kiedyś co roku spedzał wakacje z żoną. Wcześniej dowiadujemy sie, że co noc głównego bohatera nawiedzają sny, a raczej jeden sen związany z tamtym miejscem.

Gdy już przyjechał na miejsce odkrywa, że wszystko jest takie jakie było w jego koszmarach! Już zanim wszedł do swojego starego/nowego domu zaczynają dziać sie niewyjaśnione rzeczy, których bał sie nawet ten dorosły meżczyzna! Z biegiem czasu Michael odkrywa coraz bardziej mroczniejsze historie, które mrożą krew w żyłach, nawet czytelnika, który jest zamiłowanym i wymagającym miłośnikiem horrorów.

Zauważyłam w książkach Stephena Kinga pewny schemat. Pierwsze ok. 100 stron jego książek ma tak, że zalatują lekko nudą. Ale później akcja rozgrywa sie w zawrotnym tempie i po prostu nie można sie od niej oderwać, a kiedy kończymy daną książke, jej bohaterowie wbrew nam samym zagnieździły sie głeboko w naszym umyśle i nie możemy sie od nich uwolnić. Taką książką jest właśnie "Worek kości", której bohaterowie i sama akcja zostały stworzone, aby zrobić zamet w głowach czytelników, i który na długo pozostanie aż do... kolejnej przeczytanej książki Stephena Kinga!

piątek, 30 stycznia 2015

Marina- Carlos Ruiz Zafón

OPIS:

"W trakcie pisania wszystko w opowiadanej przeze mnie historii stawało się jednym wielkim pożegnaniem, a kiedy już ja kończyłem, narastało we mnie wrażenie, że coś bardzo mojego, coś, czego do dziś nie potrafię nazwać, ale czego mi ciągle brakuje, zostało tam na zawsze. Piętnaście lat później nawiedziło mnie wspomnienie tamtego dnia. Zobaczyłem chłopca bładzacego pośród mgieł dworca Francia i imię Marina zabolało znowu jak swieża rana. Wszyscy skrywamy w najgłębszych zakamarkach duszy jakiś sekret. A oto moja tajemnica. "
(fragmenty książki) 

Barcelona, lata osiemdziesiąte XX wieku. Oscar Drai, zauroczony atmosferą podupadających secesyjnych pałacyków otaczających jego szkołę z internatem, śni swoje sny na jawie. Pewnego dnia spotyka Marinę, która od pierwszej chwili wydaje mu się nie mniej fascynujaca niż sekrety dawnej Barcelony. Śledząc zagadkową damę w czerni, odwiedzająca co miesiąc bezimienny nagrobek na cmentarzu dzielnicy Sarriá, Oscar i jego przyjaciółka poznają zapomnianą od lat historię rodem z Frankensteina i XIX-wiecznych thrillerów. Historię, której dramatyczny finał ma się dopiero rozegrać...

MOJA OPINIA:

Oscar jest całkiem zwyczajnym chłopakiem, który jak każdy nastolatek szuka sensu życia. Chodzi do szkoły z internatem, która wydaje sie prawie w ogólnie nie interesować chłopakiem. Wychodzi z niej kiedy chce, wraca, o której chce godzinie, nawet znika na kilka dni, ale i tak nikt sie tym nie przejmuje! No raj na ziemi, prawda? Główny bohater, aby wzbogacić początek opowieści posiada najlepszego przyjaciela, który tylko raz brał udział w jakimś wydarzeniu przez całą książke. 

Podczas jednego ze swoich długich spacerów i rozmyśleń Oskar spotyka przepiekną dziewczyne, której nigdy wcześniej nie widział. Głównym jej zainteresowaniem jest pisanie i pomaganie jak sie zdaje, chorowitemu ojcu. Oprócz tego dla przyjemności odwiedza cmentarz. Mimo, że na początku Marina i chłopak nie mają wspólnych tematów, od razu stają sie przyjaciółmi!

Moim zdaniem akcja ciut za szybko sie toczyła. Przed chwilą bohaterowie sie poznali, a po chwili zdarzały sie jakieś wydarzenia zupełnie od czapy. Mimo, że akcja książki toczy sie pod koniec XX w. miałam wrażenie, że były to bardziej odległe czasy ze wzgledu na zachowanie postaci oraz na opisy przepieknego miasta jakim jest Barcelona.

Tajemnica, która miała być "rodem z Frankensteina i XIX-wiecznych thrillerów", była po prostu dziwna. Nie wiem jak inaczej mogłabym to określić. Najbardziej mi sie podobało, kiedy został wyjaśniony znak czarnego motyla, który widniał na nie podpinanym nagrobku. Nie podobało mi sie natomiast w tej książce bardzo dużo, np. relacje miedzy głównymi bohaterami. Oskar zdawał sie ubóstwiać wrecz Marine, a ta zdawała sie mieć go w nosie.



poniedziałek, 12 stycznia 2015

Moje opowiadanie na konkurs :))

Patrze w lustro i nie widze siebie

    Może to dziecinne i bardzo głupie, ale od paru tygodni boje sie zasnąć. Już od dziecka ciemność mnie przerażała, ale ostatnio ten lek sie nasilił. Koszmary, które mnie nawiedzają są tak makabryczne i realistyczne, że nawet po przebudzeniu myślałam o wydarzeniach, które sie w nich odbywały.Powiadają, ze gdy rozum śpi, budzą sie demony. Tamtej nocy sie o tym przekonałam...
   Pewnego razu podczas snu odwiedziła mnie zamaskowana postać. Chciałam uciekać, ale jak to czesto bywa w koszmarach, wtedy kiedy najbardziej cchesz sie poruszyć, stajesz sie jak sparaliżowany. Nie miałam wyboru, musiałam czekać na przebig wydarzeń. Szeroko otwartymi oczami wpatrywałam sie w to "coś", które stało zaledwie trzy metry ode mnie. Istota nadal nie ukazała swojej twarzy i w duchu serdecznie za to dziekowałam. Chciałam jednak, żeby coś sie w końcu wydarzyło, bo ta cisza była jeszcze bardzij przerażająca nisz postać przede mną. Po chwili  strzyga zaczeła sie do mnie przybliżać, powoli zupełnie jak na filmach. Jednocześnie swoją nienaturalnie długą reką, która siegała mu do kolan, zaczął zdejmowć maske, która leżała na nim jak druga skóra. Wyhaczyłam jeden nic nie znaczący szczegół: nie posiadał paznokci. Na koniuszkach palców znajdowało sie tylko gołe mieso.  A wszystkie jego ruchy oświetlała blada poświata ksieżyca, którego światło przebijało sie przez okno.
   Maske zdejmował powoli, jakby chciał mi zrobić na złość. Jednak wiedziałam, ze to nie o to chodzi. Słyszałam rozrywającą sie skóre, która jak podejrzewałam musiała zostaćna tym okryciu na twarz. Jednocześnie do moich nozdrzy dotarł potworny smród, zupełnie jakby w pobliżu rokładało sie jakieś zwierze. Zastanawiało mnie to czy go to boli, bo nawet jeśli tak to nie było można tego po nim poznać. Robił to jakby od niechcenia.
    W końcu nadszedł ten moment, na ktory czekałam . Maska została zdjeta. Oglądałam mnustwo horrorów, w których głównym tematem była krew i flaki, ale zobaczyć takie coś na własne oczy...
    Potwór nie miał oczu jak każde przecietne stworzenie. Zamiast tego miał wgłebienia, jakby ktoś włożył mu tam dwa palce. Przez zamkniete, wrecz zaciśniete usta nie mogłam zobaczyć jego zebów. W ogóle czemu chciałam je zobaczyć? Nosa tak jak oczu także nie posiadał. Jednak to nie wymienione wyżej cześci twarzy były najbardziej przerażające, tylko jego skóra. Na twarzy to praktycznie jej nie było, zostały tylko te fragmenty, które nie dały rady sie odczepić i zwisały bezwładnie niczym kawałki miesa. Za to skóra na choćby na rekach była nienaturlnie biała i wydawało sie, że twarda i gładka,a także lodowato zimna. Gdy na nia patrzyłam, modliłam sie, żeby tylko mnie nie dotknął. Nie wiem, czemu ale to właśnie ta skóra była dla mnie najobrzydliwsza.
   W końcu znalazł sie pare kroków przede mną. Pochylił sie w moją strone, jakby chciał mnie pocałować, a ja już ledwo wytrzymywałam ten smród, który pochodził właśnie od niego. Zbliżył sie do mojego ucho i wyszeptał: "Wpuść mnie".
   Obudziło mnie poranne słońce, które raziło mnie w oczy. Wczoraj zapomniałam zasłonić okno. Chciałam ziewnąć i sie przeciągnąć jak zawsze mam w zwyczaju, ale moje ciało nie zareagowało. Tak jak w moim śnie zostało sparaliżowane. Panika zaczeła mi szeptać najgorsze scenariusze, ale przestałam jej słuchać i zaczełam myśleć racjonalni. To tylko sen, zaraz sie obudzisz. Nie bądź głupia! Jednak przebudzenie nie nadchodziło. Z biegiem czasu miałam coraz gorsze przeczucia. Nagle moje ciało zaczeło sie podnosić. To przecież nie ja! Nie ja! Chciałam sie zatrzymać, lecz moje starania były daremne. Musiałam sie poddać tej obcej sile, która kierowała moim ciałem. "Zmierzałam" w strone drzwi, które prowadziły do korytarza, a nastepnie trafiłam do łazienki. "Obróciłam sie" w strone lustra i gdybym miała mozliwoś kontrolowania swojego ciała, na pewno zemdlałabym, albo darłabym sie w niebo głosy. Nie zobaczyłam swojego odbicia. Zamiast niego ujrzałam twarz bez oczu i nosa, z poszarpaną i zakrwawioną twarzą. Tym razem stwór nie miał zaciśnietych ust, tylko wyszczeżone w usmiechu. W końcu zobaczyłam jego zeby. Krótkie i ostre. Istota wydaje sie zadowolona, wrecz szcześliwa. Nabija sie ze mnie!
   Moje ciało odwróciło sie od lustra i wróciło z powrotem na korytarz. Kątem oka zobaczyłam, że moje rece są normalnej długości i posiadam paznokcie!
   "Schodze na dół i zmierzam w kierunku kuchni. Widze rodziców, którzy wykonują swoje zwykłe poranne czynności. Mama robi kanapki, a tata czta gazete, popijając kawe.
-Dzień dobry, kochanie. Jak sie spało?- odezwała sie mamana mój widok.
Jaki głos ma ta istota, którą widziałam w lustrze? Czy ona w ogóle umie mówić ludzkim głosem? Przypomniało mi sie jak powiedziała te dwa słowa w moim śnie. Nie przypominam sobie brzmienia jego głosu.
Gdy usłyszałam swój własny, ogarneło mnie przerażenie.
-bardzo dobrze, dziekuje- nawet "zdobyłam sie" na uśmiech.
   Nagle "siegam" po nóż. Wszystko zaczyna sie dziać w zawrotnym tempie. Moja reka, która trzyma narzedzie znalazła sie przy gardle taty. Jednym zamaszystym ruchem przebiłam mu skóre, krew trysneła we wszystkie strony zachlapując mnie, i połowe kuchni. Nie żyje. Chciałam jakoś temu zapobiec, ale nie miałam tyle siły. Zanim mama zdążyła zobaczyć co sie dzieje, "wbiłam" nuż w jej plecy. Od razu bezwładnie upadła na podłoge. Jednocześnie poczułam, że znowu moge sie ruszać. Odzyskałam kontrole! I nagle zdałam sobie sprawe w jakim znalazłam sie położeniu. Krew, rodzice, nóż... Nie żyją! Zostali zamordowani moją reką!
   Ostatnie co pamietam to syreny policyjne.
    Obudziłam sie w całkiem mokrej pościeli. Codziennie ten sam sen od lat. Wstałam, zeby sie ogarnąć po śnie. Podeszłam do lustra nie patrząc w nie. Drzwi do mojej sypialni otworzyły sie. Weszła moja ulubiona pielegniarka, któa jako jedyna zdaje sie mnie nie bać. W szpitalu psychiatrycznym jestem chyba najgroźniejszym okazem. Mają racje, że sie mnie boją.
-Jak sie dzisiaj czujesz słonko? -powitała mnie z promiennym uśmiechem.
W końcu spojrzałam w moje odbicie. Poszarpana twarz bez oczu uśmiechneła sie.
-Brdzo dobrze, dziekuje- odpowiedziałam.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Ręka mistrza- Stephen King

OPIS:

Edgar Freemantle w ciężkim wypadku samochodowym traci rękę i zdrowe zmysły. Nękany niekontrolowanymi napadami szału, musi zacząć życie od początku. Za radą psychologa wyrusza na Duma Key, olśniewająco piękną i odludną wyspę na wybrzeżu Florydy, należącą do sędziwej Elizabeth Eastlake. Wynajmuje tam dom, wiedząc tylko jedno: chce rysować. Tworzone z chorobliwą pasją obrazy Edgara są owocem talentu, nad którym stopniowo przestaje mieć kontrolę. Kiedy tragiczne dzieje rodziny Eastlake’ów zaczynają wyłaniać się z mroków przeszłości, nieposkromiona moc dzieł Freemantle’a objawia swe coraz bardziej przerażające i niszczycielskie możliwości.


MOJA OPINIA:

Nie trudno jest napisać recenje książki, która wywarła na Tobie tak wielkie wrażenie jak Ręka mistrza. Z początku może sie wydawać całkiem zwyczajna, a nawet nudna. Pewien meżczyzna w bardzo krótkim czasie traci prawie wszystko co dobre w swoim życiu: reke, prace, żone. Za namową dr. Kamena postanawia obudzić w sobie jakąś pasje. Okazuje sie, że jest to pasja do tworzenia. Dgar postanawia przeprowadzić sie na jakiś czas na prawie bezludną wyspe, która nazywa sie Duma Key, aby uporządkować swe myśli i popracować nad nowo odkrytym talentem. I właśnie w tej cześci historii zdarzenia stają sie bardziej intrygujące i chcemy dowiedzieć sie o tej tajemniczej wyspie coraz wiecej, iż okazuje sie, że to nie Edgar Freemantle wybrał Dume Key za swój nowy dom, to ona wybrała jego...

Najbardziej polubiłam postać starszej pani, czyli Elizabeth Eastlake, do której cała wyspa należy. Poruszyło mnie to, że przez całe swoje życie mogła polegać tylko na sobie, ukrywając zdarzenia, które zdarzyły sie, gdy była jeszcze małą dziewczynką. A to wszystko dlatego, że chciała ochronić ludzi, nawyt tych, których nie zdąrzyła lepiej poznać. Opiekował sie nią Wireman, który wkrótce staje najlepszym przyjacielem Edgara. On także ma feralną przeszłość, tajemniczą i straszną. Jego także zdołałam polubić ze wzgledu na jego poczucie humoru, które nieraz mnie rozwaliło,a także na to, że główny bohater zawsze mógł na nim polegać. Zawsze służył pomocną dłonią.

Sam Edgar wprawdzie nie był moją ulubioną postacią, ale zdołałam obdarzyć go sympatią. W dawnym życiu był człowiekiem zamożnym, miał żone, którą bardzo kochał, dwie córki, które były jego oczkiem w głowie. Po wypadku jego życie diametralnie sie zmieniło. Miał problemy psychiczne i z tego właśnie powodu jego żona od niego odeszła,a on został zmuszony sie wyprowadzić. Na wyspie odkrył swój najwiekszy talent: malowanie. Wszyscy go w tym wspierali, najbardziej jego córka Illy. Wkrótce okazuje sie, ze przestał panować nad tym co maluje. Jego obrazy zaczeły tetnić własnym życiem, same sie tworzyć, mimo, że jego reką. Z początku niczego nie podejrzewa i jest z siebie dumny, ale potem zaczyna go to przerażać i za wszelką cene pragnie to powstrzymać. Musi poznać tajemnice rodziny Eastlake, której nikt sie nie spodziewał.

Pierwsze 200 stron czytało mi sie powoli, bez emocji można tak powiedzieć. Ale to co sie działo potem... Czasami, gdy były opisane pewne nadnaturalne zdarzenia, przechodziły mi ciarki na plecach! Tym bardziej, gdy byłam sama w pokoju. W końcu doczekałam sie książi, która wzbudzi we mnie strach i jestem niezmiernie szcześliwa. Z reką na sercu moge napisać, ze dotychczas to moja ulubiona książka Kinga. Najlepiej sie przy niej bawiłam.

sobota, 27 grudnia 2014

Ocalić życie- Karen Kingsbury

OPIS:

Bohaterka tej książki, Maria Magdalena naszych czasów, przeszła piekło na ziemi. Przez całe lata cierpiała, coraz bardziej pogrążając się w rozpaczy. Coraz mocniej pragnęła śmierci, ponieważ sądziła, że tylko kres życia może ją wyzwolić z koszmaru. A jednak zwyciężyła: ocaliła nie tylko swe życie, lecz także swą duszę. Powieść porusza problemy molestowania, wiarołomstwa, rozwiązłości seksualnej. Wszyscy cierpimy i będziemy cierpieć z powodu rozmaitych rzeczy, które nas dręczą lęków, wątpliwości, samotności, nałogów. I wszyscy potrzebujemy ratunku.

MOJA OPINIA:

Podobno dla niektórych osób ta książka była wstrząsem i po prostu zmieniła życie, widzenie na świat i na Boga. Czytałam, że autorka swoimi książkami przybliża ludzi do Boga. Nie wiem czemu mnie książka nie poruszyła. Może, dlatego że już dość sie naczytałam o nieszcześliwych rodzinach, o narkomanach, o prostytucji o śmierci, gwałtach. Historie, które wymyśliła pani Karen oczywiście mogłyby być oparte na prawdziwych wydarzeniach, bo czesto słyszy sie o takich okropnościach. Przyznam sie, że czasem zakreciła mi sie łza w oku, ale no bez przesady, nie zmieniła mojego życia!

Książka opowiada o Marii, która mimo swoich traumatycznych przeżyć zdołała odnaleźć droge do Boga. Cały czas wierzyła, że Bóg ma dla niej specjalne zadanie, i że musi sie wycierpieć, aby zaznać bożej miłości. Cóż, w końcu ją znalazła i od tamtej pory pomaga kobietą, które znajdują sie w podobnej sytuacji, w jakiej była kiedyś ona.

Nie wiem także, czemu ludzie piszą, że ta ksiażka jest bardzo trudna w odbiorze... Może jestem jakaś inna, ale uważam, że jest wprost banalnym jezykiem napisana. I jakim cudem jest trudna do zrozumienia? No prosze was! Jedna osoba tak napisała, a ktoś to powtarza tylko dlatego, że nie wie co takiego napisać o tej ksiażce. No miejcie własne zdanie i piszcie co myślicie!

Prawda, że książka jest życiowa, ale zbyt wiele w niej wyolbrzymiania i zbiegów okoliczności. Pokazuje płeć meską w jak najciemniejszym świetle mówiąc o nich jak o zwierzetach...  Serio, nie wszyscy są tacy... W ksiażce wszystko jest albo czarne, albo białe. Albo ktoś jest głeboko wierzący, albo jest wyrzutkiem społeczeństwa, prostytutką, nimfomanką, narkomanem... To nie było fajnie. Jednak jeśli ktoś ma ochote na oderwanie 0d rzeczywistości to ta ksiażka sie nadaje i w gruncie rzeczy nie jest zła, chociaż nie jest także taka dobra lub trudna do zrozumienia jak niektórzy ją opisują. Jednym słowem jest przecietna.

środa, 17 grudnia 2014

Scarlett- Barbara Baraldi

OPIS:

Scarlett ma szesnaście lat i właśnie przeprowadziła się do Sieny. Zostawiła za sobą wakacje, swoją najlepszą przyjaciółkę i kiełkującą miłość do Matteo… W nowej szkole poznaje Umberto, który od razu okazuje jej zainteresowanie, jednak Scarlett odkrywa, że jej koleżanka z ławki Caterina jest w nim skrycie zakochana. Co wybrać: miłość czy przyjaźń? Odpowiedź przychodzi sama podczas szkolnego koncertu, kiedy na scenę wchodzi chłopak o oczach jasnych jak lód i ich wzrok spotyka się w tłumie. Mikael, basista zespołu Dead Stones, pojawia się przy niej w najbardziej niespodziewanych momentach, by za chwilę zniknąć, a Scarlett nie potrafi oprzeć się jego magnetycznemu spojrzeniu.Jednak Mikael jest zbyt piękny i zbyt niezwykły, by mógł być prawdziwy: tylko Umberto zdaje się znać jego sekret, lecz nie udaje mu się ostrzec Scarlett…Niedługo potem w szkole ma miejsce niewyjaśnione morderstwo, a Scarlett pada ofiarą przerażającego ducha o płonących oczach.Kim naprawdę jest Mikael? Jej aniołem stróżem czy prześladującym ją demonem?
MOJA OPINIA:
Miłość ma oczy jak lód, śmierć jak ogień.Scarlett zostawia za sobą przyjaźń i nadchodzącą miłość i przeprowadza się wraz z rodzicami i młodszym bratem do Sieny. Jak to często bywa dla nowych uczniów nasza bohaterka strasznie się stresuje. Już pierwszego dnia natyka się na szkolne "laleczki barbie", które zaczęły jej dokuczać. Z pomocą niczym rycerz na białym koniu przyszedł uroczy Umberto. Dziewczyna na początku jest nim oczarowana, ale gdy dowiaduje się o uczuciach Cateriny- jej nowej przyjaciółki, do tego chłopaka, stara się trzymać go na dystans.
„Dorastać, to znaczy popełniać błędy, ale nie można bać się żyć.”
Wkrótce w szkole odbędzie się niezapomniany koncert, w którym mają wystąpić dwaj najprzystojniejsi chłopacy w szkole. Gdy Mikael wchodzi na scenę Scarlett nie może oderwać od niego wzroku. Na dodatek wydaje jej się, że ich oczy w pewnym momencie się spotkały. Tak jak sobie w tym momencie myślicie Scarlett kompletnie straciła dla niego głowę. Parę dni po koncercie Nasza bohaterka spotyka Mikaela tym razem "bliżej". Scarlett nie przestaje o nim myśleć.
„Czytanie to dla mnie ucieczka w nieznane światy, pełne przygód i emocji.” 
W szkole zdarzyło się coś strasznego. Popełniono morderstwo. Na dodatek zabito właśnie jednego z najlepszych przyjaciół Scarlett- bibliotekarza. Choć był od niej o jakieś pół wieku starszy od niej, rozumieli się tak jak by się znali od lat. Główna bohaterka bierze sobie na cel rozwiązanie zagmatwanej spawy.Z bliska jak i z daleka wygląda to na charakterystyczny paranormal romance. No i w zasadzie tak jest. Choć schematyka nie jest taka niezwykła to powiem wam, że książkę czyta się bardzo przyjemnie. Chociaż niektóre momenty na serio można byłoby skrócić. Na przykład rozmyślenia Scarlett o Makaelu. To było strasznie żenujące. Autorka chociaż z połowę tych jej myśli mogła odjąć.
„Musisz walczyć o to, co kochasz! Tak w przyjaźni, jak w miłości trzeba mieć odwagę.” 
Myślę, że fanom paranormal romance (takim jak ja) tak bardzo nie będą przeszkadzać te "sceny" uczuć Scarlett.
x

sobota, 6 grudnia 2014

Dolores Claiborne- Stephen King

OPIS:

Mieszkańcy Little Tall Island czekali blisko 30 lat, by dowiedzieć się, co przydarzyło się mężowi Dolores Claiborne pewnego dnia latem 1963 roku podczas całkowitego zaćmienia Słońca. Podejrzana o zamordowanie swojej pracodawczyni, bogatej Very Donovan, Dolores niespodziewanie przyznaje się do popełnienia zupełnie innej zbrodni, uparcie jednak deklarując: 'Wszystko, co robiłam, robiłam z miłości'. Tak zaczyna sie jej niezwykła opowieść...

MOJA OPINIA:

Z każdą kolejną książką utwierdzam sie w przekonaniu, że Stephen King jest rzeczywiście Królem prozy. Jego styl i jezyk to mistrzostwo, a napisane historie to idealny przekaz psychologiczny do wszystkich ludzi.

Dolores Claiborne została oskarżona o morderstwo. Wie, że i tak już w jej wieku nie ma nic do stracenia przyznaje sie do popełnionej zbrodni, ale nie tej, za którą jest oskarżona! 
Ta niepozorna kobieta o stalowym charakterze i cietym jezyku opowiada historie swojego jakże ciekawego życia. 
King, mimo, że posiada chromosom Y idealnie wkradł sie w kobiecą psychike. Opisał barwną postać płci żeńskiej, którą powoli poznajemy, później wczuwamy sie w jej przeżycia, a na końcu żyjemy z każdym wypowiedzianym przez nią słowem (książka pisana w pierwszej osobie i w całości jest monologiem).
W niektórych momentach nie wiedziałam, czy powinnam sie śmiać z komizmu komizmu sytuacji, czy płakać z żałosnego położenia Dolores.
"To śmieszne, że coś może się rozgrywać niemal na oczach ludzi, a oni i tak wyciągną fałszywe wnioski. Ale trudno się dziwić, skoro wszystko ma dwie strony, a ludzie zwykle widzą tylko tę jedną - zewnętrzną"
Niektórzy są pewnie zdziwieni, ponieważ ta książka nosi miano: psychologicznego HORRORU. Gdzie tu są jakieś siły nieczyste? Gdzie jakieś obrzydliwe potworki. Otóż, prosze mi uwierzyć. Znajduje sie tu jeden potworek, jeden z najgorszych. Jest nim strach zmieszany z wyrzutami sumienia, które zjadają powoli słabą ludzką istote, jaką jest człowiek. Sprawiają, że stajemy sie słabsi, zamknieci w sobie. Powodują pruchnienie i powolny rozpad naszej duszy. Żeby książke nazwać horrorem nie potrzeba zjawisk paranormalnych, wystarczy człowiek.
"Życie to nie zagadka, do której łatwo znaleźć odpowiedź..."

piątek, 28 listopada 2014

Jad. Chcę ukraść twoje życie- S.B. Hayes

OPIS:

Chcę ukraść Twoje życie!

Jad to trzymający w napięciu thriller psychologiczny o nastoletniej Katy, jej wchodzeniu w dorosłość, pierwszych miłosnych uniesieniach oraz zazdrości. W tle przewijają się mroczne sekrety, które kryje przeszłość, a Katy ma przeświadczenie o obecności w jej życiu sił nieczystych.

Problemy zaczynają się, gdy w miasteczku pojawia się olśniewająca Genevieve. Dziewczyna jest w tym samym wieku co Katy i jest do niej niewiarygodnie podobna. Ma taki sam gust, jeśli chodzi o modę, podobny kolor włosów, rysy twarzy i figurę. Ona także interesuje się sztuką i posiada wielki talent. Po krótkim czasie pobytu w nowej szkole Genevieve zaskarbia sobie przyjaźń koleżanek Katy i wkrótce za cel obiera sobie rozkochanie w sobie chłopaka Katy, Merlina. W ten sposób w Katy rodzą się nienawiść i zazdrość, budzące w niej agresję, która z kolei rzutuje na jej relacje z przyjaciółkami i nowym chłopakiem. Jednocześnie dziewczyna przekonuje się, że jej rywalka działa z pełną premedytacją i wyrachowaniem. Podczas rozmowy twarzą w twarz Genevieve informuje Katy, że pojawiła się w jej życiu tylko po to, aby je zniszczyć. Dziewczyna postanawia zawalczyć o swoje szczęście i na własną rękę rozpoczyna śledztwo prowadzące do ustalenia bolesnej prawdy.

MOJA OPINIA:

Podczas jazdy autobusem nastoletnia Katy spotyka pewną dziewczynę zaskakująco podobną do jej samej. Nie wie kim jest. Nigdy nawet z nią nie rozmawiała, lecz czuje, że to nie było zwykłe spotkanie.

Życie Katy znacznie się zmienia. Źródło jej westchnień- Merlin, nagle wyznaje jej, że od samego początku mu się podobała. Dziewczyna czuje się jak w raju. Wszystko się jednak zmienia od czasu, gdy do jej życia doczepiła się pewna dziewczyna- Genevieve. Wydaje się, że ta dziewczyna jest prawie taka sama z charakteru jak i wyglądu jak Katy. Jednak główna bohaterka uważa, że nowa koleżanka jest lepszym odbiciem jej samej, a ona sama tylko nic nie znaczącym cieniem. Wkrótce Genevieve oznajmia, że chce zniszczyć życie Katy. Ta, nie wie o co jej chodzi i jest coraz bardziej podenerwowana. Za namową swojego najlepszego przyjaciela Luck, postanawia walczyć o miłość, przyjaciół i swoje życie.
„Jeśli kogoś kochasz,musisz dać mu wolność.”  
 Zaznajomiłam się już z wieloma recenzjami tej książki, ale z żadną pozytywną. Byłam bardzo ciekawa dlaczego ta książka nie znalazła uznania w sercach młodzieży, a nawet dorosłych. Po przeczytaniu już znam odpowiedzi na te wszystkie niewypowiedziane głośno pytania.

Powiem najpierw co mi się podobało. Zacznę o głównej bohaterce. Z biegiem wydarzeń strasznie się zmieniła. Z cichej myszki przeobraziła się w pewną siebie, atrakcyjną dziewczynę. Bohaterka wiedziała czego chciała. Podobał mi się strasznie język, którym była pisana książka. Nie ma za dużo opisów i nie ma za dużo dialogów. Wszystkiego jest w sam raz, z czego bardzo się cieszę. Katy nie rozczula się nad sobą. Nie płacze po kątach, ani nie siedzi przed ścianą i nie rozmyślą o tej "jedynej" miłości na całe życie.
„Prawda nie zawsze jest taka,jaka się wydaje.”
 Nie podobało mi się bardzo to że pani Hayes tak głupio postąpiła z dopuszczeniami Katy. Wszyscy czytelnicy mięli na pewno takie uczucie, że to nie będzie zwykła obyczajówka, czy psychologiczna książka, tak jak napisano. Wszystko wskazywało na to, że będzie z tym związana jakaś czarownica. Było tyle o tym powiedziane, aż w końcu wszystko znikło i więcej o tym nie wspomniano. To było najbardziej wkurzające.

Jeśli chcecie zapełnić swój wolny czas jakąś książką, to dla własnej satysfakcji z tego co właśnie macie w życiu i dla nauki doceniania tego co się posiada, polecam tą oto książkę.

poniedziałek, 24 listopada 2014

Akademia wampirów- Richelle Mead

OPIS:

Tylko najlepszy przyjaciel może ocalić ci życie. Zwłaszcza jeśli twój wróg jest nieśmiertelny…
W szkole imienia świętego Władimira wampiry czystej krwi – moroje – uczą się posługiwać swoimi nadnaturalnymi darami, a mieszańce – dampiry – szkolą się na ich opiekunów i oddanych strażników. Posępne mury kryją jednak więcej mrocznych tajemnic, niż można by podejrzewać. Lissie Dragomir, morojce ze szlachetnego rodu, grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Czy dampirka Rose, połączona z nią telepatyczną więzią, zdoła ochronić przyjaciółkę?

MOJA OPINIA:

Dla fanów wampirów jest to idealna książka.

Książka opowiada historie Rose, która jest dampirką, czyli pół człowiekiem, pół wampirem, która za swój cel obrała chronienie swojej najlepszej pzyjaciółki Lissie, która jest ksieżniczką wampirów. Obie te postaci są równie ważni, ale książka jest pisana z perspektywy Rose. 
W Akademii Wampirów uczą sie wampiry jak i dampiry. Jest tam tak jak w normalnej szkole, uczniowie są podzieleni na gorszych i lepszych. Wampiry to rozpieszczone dzieciaki, które nie umieja same o siebie zadbać, a dampiry to ci gorsi, którzy uczą sie tego jak ochraniać ich tyłki. 
Rose i Lissie uciekają ze szkoły ku niezrozumieniu innych, lecz szybko zostają odnalezione i przywiezione  z powrotem do Akademii. Tam zaczyna dziać sie coś dziwnego. Martwe zwierzeta niespodziewanie znajdują sie przy biednej, bezbronnej Lissie. Ktoś je tam podrzuca. Tylko po co?
"Ludzie, którzy są szaleni rzadko zastanawiają się nad tym, czy są szaleni."
 Opisze tak mniej wiecej główne bohaterki. Otóż Rose jest sarkastyczna, lubi sie zabawić. Umie zadbać o siebie i nie pozwoli za żadne skarby, żeby coś stało sie jej najbliższej przyjaciółce, kóra jest dla niej jedyną rodziną. W szkole uważana jest za dziwke, nie dlatego, że nią jest, ale dlatego że chłopaki z którymi sie całowała rozpowiadają o niej plotki. Ale ona sie nie daje. Walczy o swój honor.
Rose jest milutką blondynką z królewskiego rodu. Jej rodzice i brat zgineli w wypadku, wiec ona ma odziedziczyć tron. Chce, żeby wszyscy ją polubili jak przystało na królewne. Jej wadą jest to, że gdy ma jakiś problem i już nie wytrzymuje psychicznie, siega po żyletke. Myśli, że tylko to jest tymczasowym rozwiązaniem. Rose pomaga jej walczyć z tym nawykiem.
"Mężczyzna musiałby posiąść sztukę czytania w myślach, chcąc tę swoją wybraną uszczęśliwić."
 Tak wiec książka pisana jest prostym jezykiem, idealnym dla nastolatek, tak ja sama fabuła. Oprócz wampiryzmu można w niej spotkać zwykłe problemy nastolatek. Myśle, że każdy polubi waleczną Rose i słodką Lissie.

wtorek, 11 listopada 2014

Słodycz zemsty- Rosemary Rogers

OPIS:

Celia St. Remy Sinclair od lat nienawidzi lorda Northingtona, angielskiego szlachcica, który przyczynił się do śmierci jej ukochanej matki, po czym uciekł do Anglii. Od tego momentu dziewczyna żyje tylko jedną myślą – musi pomścić matkę. Gromadzi pieniądze na podróż i w końcu wyrusza z Ameryki do Londynu. Zatrzymuje się u swojej kuzynki, która wprowadza ją na londyńskie salony.

Obracając się w barwnym towarzystwie z wyższych sfer, Celia szuka okazji do realizacji planu zemsty. Niespodziewanie na jej drodze staje lord Colter Northington – syn mężczyzny, na którym pragnie wziąć odwet. Wbrew sobie zaczyna odczuwać nieodparty pociąg do tego przystojnego arystokraty. Jednak czy może być coś bardziej kuszącego niż zniszczyć znienawidzonego wroga, wykorzystując jego potomka?

Celia intryguje Coltera. Podoba mu się wdzięk i cięty język amerykańskiej piękności.. Jednak im bardziej zbliża się do niej, tym mocniej niepokoją go jej powiązania z rewolucjonistami, którzy walczą o wprowadzenie reform społecznych w Anglii. Jeszcze większy niepokój budzą w nim diabelskie machinacje jego ojca, które próbuje pokrzyżować.

Czy tych dwoje pozna prawdę o sobie i odkryje, że łączy ich wspólny cel? Czy po tak wielu latach zemsta może mieć słodki smak? Czy Celia znajdzie w sobie siłę, by nie patrzeć na syna przez pryzmat nienawiści do ojca? I czy w chwili, gdy nad Anglią rozpęta się burza rewolucji, Colterowi uda się ochronić Celię przed śmiertelnym niebezpieczeństwem?

MOJA OPINIA:

Po pierwsze musze po prostu napisać, że autorka ma przepiekne imie! I musze też z przykrością dodać, że to jedna z niewielu rzeczy jaka mi sie w tej pozycji niestety podobała. Zaczynając od od źle wykreowanej głównej bohaterce, która zmienia zdanie co pieć minut, raz jest opetana po prostu zemstą, a później zapomina o bożym świecie, gdy tylko Colter ją pocałuje. Było to strasznie irytujące i nużące. A kończąc na zbyt szybkich biegach wydarzeń i zbyt wielu zbiegów okoliczności, bo były wprost nierealne. 

Drugą gafą autorki jest to, że nie zauważyłam, żeby chociaż troche opisała krajobraz albo strój, albo cokolwiek związanego z historią. W romansach historycznych nie chodzi tylko i wyłącznie o wątek miłosny. Autor ma za zadanie wprowadzić czytelnika w tamte czasy a ja absolutnie tego nie czułam. Nie wiem czy pani Rosemary (ah cudne imie) tego nie zauważyła, czy tego nie dopracowała, czy po prostu nie umiała tego zrobić. Bardzo mi przykro z tego powodu bo to już dwa minusy ksiażki.

Mogłabym wyliczać dalej minusy, np. brak charakterów dalszych postaci albo samego Conora. Ale po co jak już chyba przekonałam was, że nie warto czytać ksiażki, no ale sami możecie sie przekonać czy moja recenzja jest słuszna :)