Ile mógłbyś dać, aby twoje marzenia mogły się spełnić? Jaką cenę jesteś w stanie zapłacić za rzeczy, które są twoimi najgłębszymi pragnieniami? W tym momencie możemy stwierdzić, że te najbardziej upragnione są prawdopodobnie nieosiągalne. Ale czy na pewno? A co jeśli ich spełnienie jest dziecinnie proste? Jeśli ceną naszych marzeń jest po prostu spłatanie komuś niewinnego psikusa, zgodziłbyś się? Lepiej to dobrze przemyśl, bo ta z pozoru niepozorna okazja może się okazać czymś znacznie przeciwnym- nie zakupem, a utratą.
Zwykłe, niepozorne miasteczko Castle Rock, gdzie wszyscy się znają. Nagle jego spokój i monotonnie zakłóca przybycie nowego mieszkańca, który postanawia otworzyć sklep, które będzie nosił nazwę "Sklepik z marzeniami". Leland Gaund od razu jest na językach wszystkich. Czy jego towar zainteresuje kogokolwiek? Przybysz jest pewny sukcesu. Już od samego początku interes pana Gaund'a kwitnie. Jakim cudem w jego sklepiku znajdujemy to co podświadomie pragniemy? I czemu tak mało płacimy za swoje marzenia? Cóż... Tak na prawdę cena jest przerażająco wysoka mimo, że mieszkańcy miasteczka z początku nie zdają sobie z tego sprawy.
W tej książce odnajdujemy przede wszystkim talent Kinga, jakim jest gawędziarstwo. Autor posługuje się tu głównie rozbudowanymi opisami, które czasem stają się dość męczące. Jednak nie zabrakło tu również tego, czego na prawdę każdy spodziewa się po mistrzu grozy. Mianowicie rzeczy, które mrożą krew w żyłach.
Jest to horror psychologiczny, który ukazuje nam mroczne strony człowieka, a także to, że w każdym istnieje trochę zła, które można obudzić. W jednych mniej, w innych więcej. Książka opowiada o tym jak bardzo człowiek potrafi być destrukcyjny, zarówno dla innych jak i dla samego siebie. Pogłębia także świadomość tego, że czasami nasze pragnienia są silniejsze od nas. Niektóre rzeczy działają na nas oślepiająco i sprawiają, że człowiek przestaje być sobą. King pokazał nam także to, jak prosty potrafi być człowiek. Zawsze staramy się iść na łatwiznę nie zastanawiając się nad tym, że droga, którą obraliśmy jest zła.
Książka mówi o tym, że na świecie istnieje zło, którego nic nie jest w stanie powstrzymać. Nie należy mu się jednak poddawać. Trzeba z nim walczyć z całych sił. W jaki sposób? Wystarczy oderwać chociaż trochę wzrok od nas samych, a skupić się na innych. Tak na prawdę walka za wszelką cenę o własne marzenia łączy się z autodestrukcją. Należy zastopować i rozejrzeć się wokół. Być może dostrzeżemy coś co wcześniej nam umknęło.
sobota, 21 maja 2016
piątek, 1 kwietnia 2016
Ogród letni- Paullina Simons
Tatiana i Aleksander po wielu trudnościach w końcu się odnaleźli. Razem ze swoim synem Anthonym wiodą spokojne życie w Ameryce, w kraju wszelakich możliwości. Czy w nowym miejscu ich miłość przetrwa nieco inne próby losu?
Za ostatnią część sięgnęłam niemal natychmiast po przeczytaniu drugiej, czyli "Tatiany i Aleksandra". Tym razem było jednak inaczej. Tamta przez jakiś czas nie mogła mnie wciągnąć, a od tej nie mogłam się oderwać już od pierwszej strony. Z zapałem wchłaniałam słowa napisane przez tak genialnego pisarza jakim jest Paullina Simons.
Tym razem akcja książki rozgrywa się głównie w Ameryce, ale w wielu stanach. Moim zdaniem to, że po nich podróżujemy razem z bohaterami jest już samo w sobie niesamowitą przygodą. Otóż niezwykłe jest to, że są one tak różnorodne. Raz mieszkamy na Florydzie, gdzie słońce niemiłosiernie przygrzewa oraz słyszymy szum fal, gdy bohaterowie siedzą razem na piasku. Innym razem w Waszyngtonie, potem w Nowym Jorku. Mamy wrażenie, że rodzina Barrington'ów była wszędzie i widziała wszystko, że nieźle im się żyło. I to było prawdą. Mieli siebie, co było dla nich najważniejsze. Spędzili ze sobą wspaniałe chwile. Dom był dla niech tam, gdzie oni sami.
Książka opowiada głównie o życiu pewnej rodziny z pewną przeszłością, która nieraz dawała o sobie znać. Oboje bohaterowie przeżyli wojnę, jednak w nowym świecie nadal boleśnie ją odczuwali. Byli "skażeni gułagiem", jak to określił sam Aleksander. Jednak jak każdy człowiek z czasem dostosowali się do nowego, lepszego życia pozbawionego komunizmu. W końcu mogli robić na co tylko mięli ochotę. Mięli dla siebie mnóstwo czasu, w którym starali się zmazać jarzmo brutalnej przeszłości i odbudować płomienną miłość, która ich łączyła.
Jednak muszę przyznać, że ani ta, ani druga część nie zrobiła na mnie tak wielkiego wrażenia, tak mną wstrząsnęła jak "Jeździec miedziany", czyli pierwsza część tej fenomenalnej historii. Książkę ta zawsze będę polecała tym, którzy chcą mnie słuchać i po prostu będę "wciskała" im tą książkę do rąk i nie spuszczę z nich wzroku, dopóki nie przeczytają choćby kilku stron i nie zakochają się w "Jeźdzcu miedzianym" na zabój, tak jak ja. Oczywiście nie bierzcie moich słów dosłownie, bo jest to jedna wielka przenośnia, która miała służyć poleceniu Wam tej książki, która zajmuje bardzo ważne miejsce w moim sercu.
I tak właśnie skończyłam serię o jednej z najwspanialszych miłości o jakich miałam przyjemność czytać. Pocieszam się jednak tym, że nie jest to moje ostatnie spotkanie z Tatianą i Aleksandrem, ponieważ niejednokrotnie jeszcze będę czytać wszystkie trzy części.
Za ostatnią część sięgnęłam niemal natychmiast po przeczytaniu drugiej, czyli "Tatiany i Aleksandra". Tym razem było jednak inaczej. Tamta przez jakiś czas nie mogła mnie wciągnąć, a od tej nie mogłam się oderwać już od pierwszej strony. Z zapałem wchłaniałam słowa napisane przez tak genialnego pisarza jakim jest Paullina Simons.
Tym razem akcja książki rozgrywa się głównie w Ameryce, ale w wielu stanach. Moim zdaniem to, że po nich podróżujemy razem z bohaterami jest już samo w sobie niesamowitą przygodą. Otóż niezwykłe jest to, że są one tak różnorodne. Raz mieszkamy na Florydzie, gdzie słońce niemiłosiernie przygrzewa oraz słyszymy szum fal, gdy bohaterowie siedzą razem na piasku. Innym razem w Waszyngtonie, potem w Nowym Jorku. Mamy wrażenie, że rodzina Barrington'ów była wszędzie i widziała wszystko, że nieźle im się żyło. I to było prawdą. Mieli siebie, co było dla nich najważniejsze. Spędzili ze sobą wspaniałe chwile. Dom był dla niech tam, gdzie oni sami.
Książka opowiada głównie o życiu pewnej rodziny z pewną przeszłością, która nieraz dawała o sobie znać. Oboje bohaterowie przeżyli wojnę, jednak w nowym świecie nadal boleśnie ją odczuwali. Byli "skażeni gułagiem", jak to określił sam Aleksander. Jednak jak każdy człowiek z czasem dostosowali się do nowego, lepszego życia pozbawionego komunizmu. W końcu mogli robić na co tylko mięli ochotę. Mięli dla siebie mnóstwo czasu, w którym starali się zmazać jarzmo brutalnej przeszłości i odbudować płomienną miłość, która ich łączyła.
Jednak muszę przyznać, że ani ta, ani druga część nie zrobiła na mnie tak wielkiego wrażenia, tak mną wstrząsnęła jak "Jeździec miedziany", czyli pierwsza część tej fenomenalnej historii. Książkę ta zawsze będę polecała tym, którzy chcą mnie słuchać i po prostu będę "wciskała" im tą książkę do rąk i nie spuszczę z nich wzroku, dopóki nie przeczytają choćby kilku stron i nie zakochają się w "Jeźdzcu miedzianym" na zabój, tak jak ja. Oczywiście nie bierzcie moich słów dosłownie, bo jest to jedna wielka przenośnia, która miała służyć poleceniu Wam tej książki, która zajmuje bardzo ważne miejsce w moim sercu.
I tak właśnie skończyłam serię o jednej z najwspanialszych miłości o jakich miałam przyjemność czytać. Pocieszam się jednak tym, że nie jest to moje ostatnie spotkanie z Tatianą i Aleksandrem, ponieważ niejednokrotnie jeszcze będę czytać wszystkie trzy części.
piątek, 25 marca 2016
Tatiana i Aleksander- Paullina Simons
Paullina Simons po raz drugi zdołała wyrwać mi serce. Co ciekawsze- wcale nie protestowałam. Z wielką radością oddawałam się tej torturze, która o mało mnie nie zabiła. Po przeczytaniu "Jeźdzca miedzianego", czyli pierwszej części został mi ogromny niedosyt. Jak się już pewnie domyślacie, moje życie znów jednak wpadło w wir świata jednej z najwspanialszych historii jakie zostały napisane.
Tatiana i Aleksander w bestialski sposób zostają rozdzieleni. Ona ucieka do Ameryki z jego dzieckiem pod sercem myśląc, że nie żyje, on padł ofiarą niesprawiedliwości. Oboje muszą jakoś zmierzyć się z losem i nowymi okolicznościami. Nie wiedzą czy kiedykolwiek jeszcze się spotkają. Czy los okaże się dla nich łaskawy? Czy Anthony będzie miał możliwość poznania swojego ojca?
Przyznam się wam, że początek książki ogromnie mnie zawiódł. Była chwila, że chciałam ją odłożyć i do końca moich dni żyć tylko "Jeźdzcem", nie wiedząc jak potoczą się dalsze losy bohaterów. Jednak byłby to największy błąd mojego życia, ponieważ po kilkunastu stronach nie mogłam się od niej oderwać. Od tego czasu bezgranicznie poddałam się tej przepięknej historii i ogromnemu talentowi autorki.
"Tatiana i Aleksander" to nie tylko zwykła, przesłodzona historia o miłości jak pewnie wielu z was sobie wyobraża. Owszem, jest to główny wątek książki, ale możemy w niej znaleźć także inne rzeczy. Paullina Simons popisała się ogromnym zasobem wiedzy na temat drugiej wojny światowej i wydarzeń, które miały miejsce również po niej. Trudno sobie wyobrazić ile pracy musiała włożyć w stworzenie ów książki. Jestem pełna podziwu. Zakochałam się w jej piórze już od pierwszej strony "Jeźdzca miedzianego" i po przeczytaniu tej części moja miłość tylko się pogłębiła.
Miłość Tatiany i Aleksandra jest taką jaką każda z nas pragnie przeżyć. Spontaniczna, niewyobrażalnie głęboka, prawdziwa, która pokona wszelkie przeciwności losu. Po przeczytaniu choćby paru linijek o tym uczuciu, trudno jest nam tak po prostu wrócić do rzeczywistości. W każdym słowie bohaterów wypowiedzianych do siebie jest tyle żaru i namiętności, że czujemy aż lekkie zażenowanie, jednak nie możemy przestać czytać, ponieważ mamy świadomość, że ta miłość zasłużyła sobie na wszystko co dobre.
Książka uczy nas tego, że nigdy nie należy tracić wiary. Nic nie jest niemożliwe. Jeśli na prawdę jesteśmy zdeterminowani, możemy osiągnąć wszystko. Należy brać przykład z Tatiany, która moim zdaniem jest jedną z najsilniejszych postaci żeńskich i walczyć o to co się kocha do granic swoich możliwości.
Polecam z całego serca wszystkie trzy części.
wtorek, 22 marca 2016
Ekspozycja- Remigiusz Mróz
Ekspozycja- to pojęcie mające wiele znaczeń i odnoszące się do wielu dziedzin życia. Można je spotkać zarówno w fizyce i biologii jak i w fotografii czy literaturze. To słowo kojarzy nam się jednak głównie z wystawą. Co ma wspólnego z książką Remigiusza Mroza? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi, jednak moim zdaniem autor chciał wystawić na światło dzienne tajemnice zarówno historyczne jak i międzynarodowe. Należy oczywiście pamiętać o fikcji literackiej, która mimo wszystko tutaj przeważa.
Zostaje popełniona okropna zbrodnia na Giewoncie. Znaleziono mężczyznę przygwożdżonego do krzyża całkowicie pozbawionego ubrania. Morderca nie pozostawił po sobie żadnego śladu oprócz monety, która staje się jego znakiem rozpoznawczym, ponieważ okazuje się, że przypadków podobnych do tamtego było więcej niż można było sobie z początku zdawać sprawę. Trudno pomyśleć, że ta "zwykła" sprawa była tylko nitką w sieci morderstw na skalę międzynarodową.
O Remigiuszu Mrozie czytałam bardzo wiele dobrego. Postanowiłam sprawdzić czym zasłużył sobie na takie uznanie. Teraz wiem. Pan Mróz pokazał mi jak dobra może być współczesna polska literatura. W "Ekspozycji' znalazłam wszystko co potrzebne jest dobremu kryminałowi. Po pierwsze Forst... Wiktor Forst, który całkowicie podbił moje serce. Zaczynając czytać nie wiedziałam, że oddam jej aż taką część mojego serca. Jest on detektywem, który przez swój spryt i odwagę (a może lekkomyślność?) znajduje się w okropnym położeniu. W trudnych sytuacjach potrafi zachować zimną krew (zazwyczaj). A co najważniejsze, jest przystojnym mężczyzną z poczuciem humoru! I jak przejść obok niego obojętnie?
Ku mojemu zaskoczeniu w książce odnalazłam także szczyptę uczucia, które było również niezwykłe dla głównego bohatera, ale to był jedynie dodatek do książki. Mamy tu również, jak już wcześniej wspomniałam wątek historyczny, ale także polityczny i narodowy. Jest tu po prostu szczypta wszystkiego i z tego robi się bardzo interesująca całość. Dodając do tego zakończenie, które nami wstrząśnie, otrzymujemy kawał bardzo dobrej roboty wykonanej przez autora.
Poprzez tą książkę możemy bardzo dobrze poznać samego autora. Widać, że jest to mężczyzna inteligentny, rzetelny, który kocha to co robi i to o czym pisze.
Rzadko polska książka mnie urzeka, ale tą serię nie tyle co lubię, ale uwielbiam i polecam czytelnikom o twardych nerwach, szukających głębokich wrażeń.
środa, 10 lutego 2016
Milczenie owiec- Thomas Harris
Clarice Starling, młoda adeptka Akademii FBI w Quantico, rozpoczyna staż w sekcji behawioralnej Biura, zajmującej się seryjnymi zabójstwami. Jej pierwszym zadaniem jest spotkanie z przybywającym w szpitalu dla umysłowo chorych wielokrotnym mordercą i kanibalem, z zawodu psychiatrą – doktorem Hannibalem ecterem, prawdziwym geniuszem zła. Zwierzchnik Clarice, Jack Crawford, liczy na to, iż Lecter pomoże FBI w zidentyfikowaniu innego zbrodniarza, nazwanego przez media Buffalo Billem, który od kilku miesięcy terroryzuje Stany Zjednoczone, porywając, mordując i obdzierając ze skóry młode kobiety. Starling wdaje się z Lecterem w niebezpieczną grę psychologiczną: w zamian za okruchy informacji na temat Buffalo Billa opowiada mu o swoim dzieciństwie, pozwalając, by oddawał ją osobliwej psychoanalizie. Czy dzięki genialnej intuicji Lectera uda się wpaść na trop psychopaty, zanim ten zabije kolejną porwaną kobietę? A może doktor wie o morderstwach więcej, niż chce ujawnić?
Lubimy Czytać
Książka ta zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Zdecydowanie można powiedzieć, że działa na ludzką psychikę. Postać Hannibala Lectera jest jedną z najbardziej hipnotyzujących o jakich czytałam. Z niecierpliwością czekałam na to co powie, na jego przemyślenia i uwagi. Przyznam szczerze, że przywodził mi trochę na myśl Holmes'a, lecz w bardziej mrocznej odsłonie. Ów psychiatra, tak samo jak znany detektyw umiał świetnie analizować wszystko co go otaczało oraz wyciągnąć odpowiednie wnioski. Lecter był bohaterem, którego jednocześnie podziwiałam ze względu na jego wszechogarniający umysł, jak i byłam pełna obaw, ponieważ był dolny do wszystkiego. Pojmował świat w zupełnie inny sposób jak inni ludzie, nie kierował się sprawami moralnymi czy etycznymi. Mimo wszystko jest on z pewnością godny uwagi.
Tak samo zastanawiający jest przypadek Buffalo Bila, mordercy. Dlaczego robił to co robił? Czyż przeciętny człowiek może zrozumieć i odpowiedzieć na to pytanie? Myślę, że nie. Aby pozbawić życia niewinne osoby i to w tak bestialski sposób trzeba mieć całkowicie spaczoną psychikę. Wprawdzie dowiadujemy się, dlaczego obdzierał kobiety ze skóry, ale co nim kierowało... Cóż, tego pojąć nie jesteśmy w stanie. Być może tylko psychiatra umie w pełni zrozumieć jak działa umysł mordercy. Hannibal rozumiał. Wiedział co znaczy pozbawić kogoś życia.
Również postać głównej bohaterki robi wrażenie. Jest to młoda kobieta, która konsekwentnie dąży do swoich celów. Nie boi się podejmowania trudnych zadań. Umiała umiejętnie rozmawiać z Lecterem, a nikt tego nie potrafił. Wiedziała kiedy skończyć rozmowę, czasami udało jej się nawet nią pokierować. Uwielbiałam czytać ich wymiany zdań. To były rozmowy dwóch inteligentnych osób.
Książkę warto przeczytać ze względu na dynamicznych bohaterów, którzy na długo zapadną nam w pamięć. Poza tym dostarcz nam wiele emocji, ponieważ w niektórych momentach jest na prawdę zaskakująca. Z zapartym tchem śledziliśmy poczynania Clarice oraz Lectera, nie zapominając o Buffalo Bilu.
wtorek, 26 stycznia 2016
Pan Mercedes- Stephen King
Pewnego niefortunnego dnia duża grupa ludzi zrywa się bladym świtem z łóżka w poszukiwaniu pracy, którą gwarantuje miasto. Zdesperowani ludzie są zmarznięci i zmęczeni. Nagle z daleka wyłania się piękny samochód, który zwraca uwagę. Czemu on jedzie tak szybko? Czemu jedzie wprost na bezrobotnych? Czy nie ma zamiaru skręcić? Po chwili odpowiedź jest jasna. W masakrycznym wypadku ginie ośmioro ludzi, w tym niemowlę. Co za szaleniec mógł z premedytacją dopuścić się tak okropnej zbrodni! Sprawcy udaje się zbiec, nie pozostawiając po sobie żadnych śladów.
Emerytowany policjant Bill Hodges, po otrzymaniu listu od domniemanego Pana Mercedesa postanawia ponownie zająć się sprawom, mimo konsekwencji jakich może dostarczyć brak współpracy z władzami.
Tymczasem Brady Hartfield czuje się wspaniale. Nie dość, że wyrzucił z siebie złość jaką w sobie trzymał przejeżdżając po tych wszystkich ludziach, to jeszcze nie poniósł za to konsekwencji. Chce to zrobić ponownie. Jego z pozoru normalne życie kręci się tylko i wyłącznie wokół obsesji na punkcie zadawania krzywdy.
Miałam pewne obawy co do tej książki. Stephen King i kryminał? Jednak słyszałam o niej tyle dobrego, że nie mogłam jej sobie odmówić. Nie zawiodłam się. "Pan Mercedes" dostarczył mi wiele rozrywki, choć nie mogę powiedzieć, że mnie zachwycił. Najlepsze było to, że w książce można było odnaleźć cechy charakterystycznie pióra Kinga. Te silne charaktery, które przedstawił były całkowicie w jego stylu.
Jak pewnie zauważyliście (a może nie?) nie jest to typowy kryminał. Nie rozwiązujemy tutaj zagadki morderstwa, ponieważ sprawcę mamy podanego na tacy już od początku. Jest to (przynajmniej dla mnie) pewnego rodzaju nowość. Mimo tego czytelnik mógł się tylko domyślać następnych poczynać bohaterów, wspierać ich w podejmowaniu decyzji, lub po prostu być na nich zły z powodu ich lekkomyślności.
Można powiedzieć, że jest to typowy kryminał psychologiczny, ze względu na to, że mamy ukazane tu odczucia mordercy. Mamy możliwość oglądania jego życia po i sprzed tragedii. Wiadomo, że żadne pozbawienie kogoś życia nie jest uzasadnione (w paru przypadkach może i jest), ale w tej książce żadnego racjonalnego uzasadnienia nie ma. Nic nie usprawiedliwia Brady'ego.
Książka ta nie wyróżnia się niczym szczególnym od innych genialnych dzieł Kinga. Nie jest to lektura obowiązkowa dla fanów tego autora. "Pan Mercedes" jest dobrą lekturą dla zabicia czasu, ale jeśli ktoś zaczyna dopiero swoją przygodę z Kingiem, radzę tę książkę odłożyć na później i sięgnąć po "To", "Carrie"czy "Worek kości".
Emerytowany policjant Bill Hodges, po otrzymaniu listu od domniemanego Pana Mercedesa postanawia ponownie zająć się sprawom, mimo konsekwencji jakich może dostarczyć brak współpracy z władzami.
Tymczasem Brady Hartfield czuje się wspaniale. Nie dość, że wyrzucił z siebie złość jaką w sobie trzymał przejeżdżając po tych wszystkich ludziach, to jeszcze nie poniósł za to konsekwencji. Chce to zrobić ponownie. Jego z pozoru normalne życie kręci się tylko i wyłącznie wokół obsesji na punkcie zadawania krzywdy.
Miałam pewne obawy co do tej książki. Stephen King i kryminał? Jednak słyszałam o niej tyle dobrego, że nie mogłam jej sobie odmówić. Nie zawiodłam się. "Pan Mercedes" dostarczył mi wiele rozrywki, choć nie mogę powiedzieć, że mnie zachwycił. Najlepsze było to, że w książce można było odnaleźć cechy charakterystycznie pióra Kinga. Te silne charaktery, które przedstawił były całkowicie w jego stylu.
Jak pewnie zauważyliście (a może nie?) nie jest to typowy kryminał. Nie rozwiązujemy tutaj zagadki morderstwa, ponieważ sprawcę mamy podanego na tacy już od początku. Jest to (przynajmniej dla mnie) pewnego rodzaju nowość. Mimo tego czytelnik mógł się tylko domyślać następnych poczynać bohaterów, wspierać ich w podejmowaniu decyzji, lub po prostu być na nich zły z powodu ich lekkomyślności.
Można powiedzieć, że jest to typowy kryminał psychologiczny, ze względu na to, że mamy ukazane tu odczucia mordercy. Mamy możliwość oglądania jego życia po i sprzed tragedii. Wiadomo, że żadne pozbawienie kogoś życia nie jest uzasadnione (w paru przypadkach może i jest), ale w tej książce żadnego racjonalnego uzasadnienia nie ma. Nic nie usprawiedliwia Brady'ego.
Książka ta nie wyróżnia się niczym szczególnym od innych genialnych dzieł Kinga. Nie jest to lektura obowiązkowa dla fanów tego autora. "Pan Mercedes" jest dobrą lekturą dla zabicia czasu, ale jeśli ktoś zaczyna dopiero swoją przygodę z Kingiem, radzę tę książkę odłożyć na później i sięgnąć po "To", "Carrie"czy "Worek kości".
piątek, 8 stycznia 2016
Alchemik- Paulo Coelho
"Alchemik" jest to druga książka autora, z którą się spotkałam. Pierwszą była "Weronika postanawia umrzeć", która niespecjalnie przypadła mi do gustu. Czytałam ją kilka lat temu i przez nią bałam się sięgnąć po następne dzieła Coelho. Aż do niedawna. Postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę. Tym razem nie zawiodłam się, wręcz przeciwnie. Jestem pozytywnie zaskoczona.
Książka ta opowiada o losach młodego pasterza, który pragnie zobaczyć świat. Odszedł od rodziny z myślą o wspaniałych przygodach jakie go czekają. "W oczach ojca chłopiec odnalazł to samo pragnienie przemierzania świata, pragnienie ciągle żywe, choć przez dziesiątki lat zagłuszone troską o wodę, chleb i dach nad głową." Sandiego postanowił zawalczyć o swoje marzenia, zaryzykować. Później jako pasterz nie żałuje swojej decyzji. Ma stado owiec, z którymi podąża przez wszelkie pastwiska. Pewnego razu przyśnił mu się dwa razy ten sam sen. Uważa, że wszechświat daje mu znaki. Wkrótce poznaje pewnego człowieka, który go zaintrygował. Opowiada mu o Własnej Legendzie, którą każdy człowiek posiada, lecz nie każdy ma na tyle odwagi, aby ją wypełnić. "Jednak w miarę upływu czasu jakaś tajemnicza siła stara się dowieść za wszelką cenę, że spełnienie Własnej Legendy jest niemożliwe." Za namową starego człowieka sprzedaje swoje stado i postanawia zawalczyć o swoją Własną Legendę.
Nawet nie spodziewałam się, że ta książka wywrze na mnie tak ogromny wpływ. Jest to powieść typowo symboliczna. Pasterzem jesteśmy właśnie my sami, owcami- coś do czego jesteśmy gorąco przywiązani i co boimy się utracić, gdy będziemy dążyć za marzeniami. Stary człowiek jest naszą podświadomością, która bezustannie zachęca nas do tego, abyśmy nie poddawali się i walczyli o swoje szczęście. "Tajemnica szczęścia jest ukryta w tym, by widzieć wszystkie cuda świata i nigdy nie zapomnieć o dwóch kroplach oleju na łyżce."
"Alchemik" uświadamia nam, że trzeba ryzykować i nie przejmować się zanadto porażkami, ponieważ to właśnie dzięki nim zbliżamy się do tego o co dążymy. Każde niepowodzenie uczy nas czegoś nowego. "Im bardziej zbliżamy się do naszych marzeń , tym bardziej Własna Legenda staje się jedyną prawdziwą racją bytu." Droga do spełnienia marzeń nie jest prosta. Wręcz przeciwnie, jest kręta i wyboista i nie raz się na niej wywalimy. Należy jednak pamiętać, że po upadku trzeba się podnieść i iść dalej. Kiedyś na pewno dojdziemy do naszego celu, pokaleczeni, ale szczęśliwi.
Książka ta opowiada o losach młodego pasterza, który pragnie zobaczyć świat. Odszedł od rodziny z myślą o wspaniałych przygodach jakie go czekają. "W oczach ojca chłopiec odnalazł to samo pragnienie przemierzania świata, pragnienie ciągle żywe, choć przez dziesiątki lat zagłuszone troską o wodę, chleb i dach nad głową." Sandiego postanowił zawalczyć o swoje marzenia, zaryzykować. Później jako pasterz nie żałuje swojej decyzji. Ma stado owiec, z którymi podąża przez wszelkie pastwiska. Pewnego razu przyśnił mu się dwa razy ten sam sen. Uważa, że wszechświat daje mu znaki. Wkrótce poznaje pewnego człowieka, który go zaintrygował. Opowiada mu o Własnej Legendzie, którą każdy człowiek posiada, lecz nie każdy ma na tyle odwagi, aby ją wypełnić. "Jednak w miarę upływu czasu jakaś tajemnicza siła stara się dowieść za wszelką cenę, że spełnienie Własnej Legendy jest niemożliwe." Za namową starego człowieka sprzedaje swoje stado i postanawia zawalczyć o swoją Własną Legendę.
Nawet nie spodziewałam się, że ta książka wywrze na mnie tak ogromny wpływ. Jest to powieść typowo symboliczna. Pasterzem jesteśmy właśnie my sami, owcami- coś do czego jesteśmy gorąco przywiązani i co boimy się utracić, gdy będziemy dążyć za marzeniami. Stary człowiek jest naszą podświadomością, która bezustannie zachęca nas do tego, abyśmy nie poddawali się i walczyli o swoje szczęście. "Tajemnica szczęścia jest ukryta w tym, by widzieć wszystkie cuda świata i nigdy nie zapomnieć o dwóch kroplach oleju na łyżce."
"Alchemik" uświadamia nam, że trzeba ryzykować i nie przejmować się zanadto porażkami, ponieważ to właśnie dzięki nim zbliżamy się do tego o co dążymy. Każde niepowodzenie uczy nas czegoś nowego. "Im bardziej zbliżamy się do naszych marzeń , tym bardziej Własna Legenda staje się jedyną prawdziwą racją bytu." Droga do spełnienia marzeń nie jest prosta. Wręcz przeciwnie, jest kręta i wyboista i nie raz się na niej wywalimy. Należy jednak pamiętać, że po upadku trzeba się podnieść i iść dalej. Kiedyś na pewno dojdziemy do naszego celu, pokaleczeni, ale szczęśliwi.
środa, 6 stycznia 2016
Ofiara losu- Camilla Lackberg
"Ofiara losu" to już czwarta część tej kryminalnej serii szwedzkiej pisarki Camilli Lackberg. Tym razem mamy tu do czynienia z dziwnym morderstwem, które stara się rozwikłać Patrick z pomocą swojego rudego kolegi Martina. Policja dowiaduje się, że w pobliżu znaleziono martwą kobietę, która prawdopodobnie prowadziła po pijaku. Na miejscu pasażera odnajdują kartkę z książki dla dzieci. Skąd się tam wzięła? Czy można podejrzewać morderstwo?
Jednocześnie burmistrz wyraził zgodę na realizację programu telewizyjnego z udziałem młodych ludzi. Niefortunnie ginie jedna z uczestniczek. Policja będzie miała pełne ręce roboty. Czy te dwie spray są ze sobą jakoś powiązane, czy wręcz przeciwnie. Jedno jest wiadome. Policja będzie miała pełne ręce roboty. Czy nowa policjantka Hanna ułatwi im prowadzenie sprawy?
Nie pisałam recenzji poprzednich dwóch części, ponieważ uważam, że to nie miałoby żadnego sensu. Leciały by tylko nie potrzebne spojlery. Tu zrobiłam wyjątek, ponieważ według mnie ta część póki co jest lepsza od pozostałych, pozytywnie mnie zaskoczyła, bo kiedy przeczytałam opis, pomyślałam, że mnie nie zaciekawi, a tu proszę.
I w tej części głównymi bohaterami są: Ericka, jej siostra, Patrick, oraz inni, którzy przewijali się przez poprzednie części, m.in. Dan, Martin, Melberg. Jednak z każdą kolejną książką coraz bardziej się zmieniali. Mięli dobre chwile i te złe. Powiem wam, że miło było obserwować ich poczynania, jednocześnie czytając o prowadzeniu śledztwa, które w tym wypadku nie było wcale proste do rozwikłania.
Aż do ostatniej kartki nie miałam zielonego pojęcia kto mógł być sprawcą. Zakończenie całkowicie mnie zaskoczyło mimo, że było takie oczywiste. Potem głupia się zastanawiałam jak mogłam na to nie wpaść. Zdałam sobie sprawę, że autorka po prostu mną manipulowała. Była to miła manipulacja, jeśli można ją tak określić. Jednocześnie irytowało mnie to, że żyłam w niewiedzy czytając tą książkę, ale i byłam zadowolona, ponieważ jest to dobry kryminał.
Na pewno sięgnę, po następne części, ponieważ muszę się dowiedzieć jak potoczą się losy bohaterów, z którymi zdążyłam się zżyć, nawet z Melbergiem.
Jednocześnie burmistrz wyraził zgodę na realizację programu telewizyjnego z udziałem młodych ludzi. Niefortunnie ginie jedna z uczestniczek. Policja będzie miała pełne ręce roboty. Czy te dwie spray są ze sobą jakoś powiązane, czy wręcz przeciwnie. Jedno jest wiadome. Policja będzie miała pełne ręce roboty. Czy nowa policjantka Hanna ułatwi im prowadzenie sprawy?
Nie pisałam recenzji poprzednich dwóch części, ponieważ uważam, że to nie miałoby żadnego sensu. Leciały by tylko nie potrzebne spojlery. Tu zrobiłam wyjątek, ponieważ według mnie ta część póki co jest lepsza od pozostałych, pozytywnie mnie zaskoczyła, bo kiedy przeczytałam opis, pomyślałam, że mnie nie zaciekawi, a tu proszę.
I w tej części głównymi bohaterami są: Ericka, jej siostra, Patrick, oraz inni, którzy przewijali się przez poprzednie części, m.in. Dan, Martin, Melberg. Jednak z każdą kolejną książką coraz bardziej się zmieniali. Mięli dobre chwile i te złe. Powiem wam, że miło było obserwować ich poczynania, jednocześnie czytając o prowadzeniu śledztwa, które w tym wypadku nie było wcale proste do rozwikłania.
Aż do ostatniej kartki nie miałam zielonego pojęcia kto mógł być sprawcą. Zakończenie całkowicie mnie zaskoczyło mimo, że było takie oczywiste. Potem głupia się zastanawiałam jak mogłam na to nie wpaść. Zdałam sobie sprawę, że autorka po prostu mną manipulowała. Była to miła manipulacja, jeśli można ją tak określić. Jednocześnie irytowało mnie to, że żyłam w niewiedzy czytając tą książkę, ale i byłam zadowolona, ponieważ jest to dobry kryminał.
Na pewno sięgnę, po następne części, ponieważ muszę się dowiedzieć jak potoczą się losy bohaterów, z którymi zdążyłam się zżyć, nawet z Melbergiem.
poniedziałek, 28 grudnia 2015
Księżniczka z lodu- Camilla Lackberg
Aleksandra Wijkner zostaje znaleziona martwa. Na pierwszy rzut oka wszystko wskazuje na samobójstwo, jednak przy dokładnym przyjrzeniu się sprawie, okazuje się, że została zamordowana. Żadnego śladu po sprawcy. Zagadkę stara się rozwikłać przyjaciółka Alex z czasów dzieciństwa, Erica Falck i jej kolega z dawnych lat, Patrick Hedstrom. Czy zniknięcie syna Nelly Lorentz sprzed kilku lat ma coś wspólnego ze sprawą?
"Przywodziła mu na myśl księżniczkę. Księżniczkę z lodu."
Książkę szukałam przez dłuższy czas z nadzieją, że w końcu trafi w moje ręce. I tak się właśnie stało. Z wielką satysfakcją zaczęłam ją czytać, lecz skończyłam z małym niezadowoleniem. O ile sprawa morderstwa Aleksandry była bardzo ciekawa, tak rozwiązanie okazało się mało satysfakcjonujące. Nie chodzi mi o to, że było przewidywalne, bo takie nie było, ale motyw mordercy był bardzo nijaki moim znaniem. Spodziewałam się czegoś, przy czym mogłabym jęknąć ze zdziwienia. Niestety tego nie otrzymałam.
"Stał pośród zgliszcz i patrzył, jak wynoszą jego życie, przykryte żółtym szpitalnym kocem."
Sama postać Alexandry była bardzo interesująca. Z każdą kolejną kartką czytelnik coraz bardziej mógł ją poznać. Za życia była bardzo intrygującą kobietą. Do samego końca zaskakiwała wszystkich swoją tajemniczością i kontrowersyjnym stylem życia. Miała wiele tajemnic, które z czasem zostały odkryte. Czy do końca zrozumiałam motywy jej działania? Owszem. Autorka sprawiła, że w jakiś sposób dla czytelników stała się żywa.
Główną bohaterką jest Erica Falck. I to na niej czytelnik skupia największą uwagę. Do jej postaci nie za bardzo się przekonałam. Również w dwóch kolejnych częściach, które również prawdopodobnie zrecenzuję nie zapałałam do niej... no cóż, niczym. Jest dla mnie obojętna, chociaż myślę, że w trzeciej części coś się ruszyło...
"Sądzić mnie może tylko ten, kto potrafi wejrzeć w mą duszę"
Książkę na pewno polecam fanom kryminałów. Bo czemu by nie? Jest zastanawiająca śmierć, jest tajemnicza przeszłość, są intrygi, no i przystojny, inteligentny policjant. Czego chcieć więcej?
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Location Book Tag
Zostałam nominowana do tego TAGU przez autorki bloga Siostry w bibliotece za co jestem bardzo wdzięczna i za co serdecznie dziękuję :*
Wieś- książka, przy której strasznie się nudziłeś.
Taką książką jest Gildia Magów, chociaż nie mogę tak do końca powiedzieć, że zanudziłam się przy niej na śmierć. Nie. Po prostu niczym mnie nie zaskoczyła, wydarzenia były przewidujące, dlatego nie miałam z niej większej uciechy.
Las- spokojna lub cicha książka, bez żadnych porywczych akcji.
Wieś- książka, przy której strasznie się nudziłeś.Taką książką jest Gildia Magów, chociaż nie mogę tak do końca powiedzieć, że zanudziłam się przy niej na śmierć. Nie. Po prostu niczym mnie nie zaskoczyła, wydarzenia były przewidujące, dlatego nie miałam z niej większej uciechy.
Las- spokojna lub cicha książka, bez żadnych porywczych akcji.
Nie przychodzi mi do głowy żadna książka, na prawdę. Chyba w każdej powieści jest chociaż jedna taka chwila, gdzie wszystko przyspiesza, więc na to nie mogę odpowiedzieć :)
Miasto- bardzo znana książka.
Mogłabym wyliczać i wyliczać, prawda? Ale najbardziej znaną książką po prostu musi być Harry Potter. Jakaż inna książka jest w tych czasach bardziej znana niż seria o szkole magii i czarodziejstwa? ;)
Rzeka- książka z rwącą akcją.
Chyba mogłabym do tej kategorii zaliczyć Love, Rosie. No bo czemu nie? W jednej chwili nasi bohaterowie mają po 7 lat, a w następnej idą na bal maturalny! Jeśli to nie jest rwąca akcja to ja już nie wiem co nią jest. ;)
Sklep- książka z dużą ilością bohaterów.
Krąg? Tak. Mamy tu pięć bohaterek, ich rodziny i przyjaciele. Ale także zaliczę do tej kategorii Natalii 5. Także pięć bohaterek!
Kino- najlepsza ekranizacja.
Ogólnie jestem wielką fanką ekranizacji. Naprawdę dobrze bawiłam się przy Love, Rosie. Przesympatyczny film z genialnym soundtrackiem.
Pewnie część z was mnie zlinczuje, ale Duff także strasznie mi się podobał mimo, że od książki znacznie się różni. Przy filmie łzy leciały mi ze śmiechu! Komedia na czasie, zwłaszcza jeśli jest się nastolatką. :)
Zoo- książka z udziałem zwierząt.
Oczywiście, że Mały Książę! Halo, gadający lis! :D
Policja- kryminał, który cię zaciekawił.
Natalii 5!! Przezabawny, sympatyczny kryminał, przy którym świetnie się bawiłam.
Cyrk- książka z dziwnymi stworzeniami i magią.
Zdecydowanie Córka kości i dymu. O ile pamiętam dziwnych zwierząt było tam bez liku. Chciałabym w najbliższym czasie do nie wrócić...
czwartek, 27 sierpnia 2015
Carrie- Stephen King
Wielu ludzi ocenia innych nie wiedząc o nich tak na prawdę nic. A co jeśli ta diabelnie chuda dziewczyna nie jest żadną anorektyczką, tylko nie ma co włożyć do garnka? Co jeśli ten chłopak nie jest zwykłym leniem, tylko nie warunków do nauki? A jeśli ten brzydki mężczyzna z poparzoną twarzą, którego wszyscy unikają, poświęcił się ratując czyjeś życie? A czy ktoś mógłby znaleźć wytłumaczenie, dlaczego pewna dziewczyna zabiła pół miasta? Sami ocencie.
Carrie White jest inna niż jej rówieśnicy. Nie chodzi na prywatki, nie interesują się nią chłopcy, stanowi obiekt kpin i docinków. Matka – religijna fanatyczka – za wszelką cenę usiłuje uchronić ją przed grzechem. Pewnego razu Carrie się jednak buntuje i idzie na szkolny bal. Gdy tam pada ofiarą okrutnego żartu, rozpętuje się piekło... dziewczyna jest telekinetką o olbrzymiej mocy, której postanawia użyć, by zemścić się na prześladowcach. Ci, którzy ją dręczyli, gorzko tego pożałują.
Na cudowny debiut Kinga polowałam w bibliotece przez dłuższy czas. Jak można nie przeczytać pierwszej wydanej książki ulubionego autora!? Na szczęście mnie to nie dotyczy. Przeczytałam! jak się domyślacie. Z przykrością muszę jednak oznajmić, że oglądałam najpierw ekranizację, która nie była taka zła. A nawet całkiem dobra. Na szczęście film mi nie zaspojlerował, ponieważ w tej książce już na początku, a nawet w opisie jest napisane co się wydarzy. Mam nadzieję, że nie uznacie, gdy powiem, że zakończenie bardzo! mi się podobało.
Na to kim staniemy się w przyszłości ogromny wpływ mają nasi rodzice. Jeśli od małego będą wmawiali ci, że masz szanować starszych, bo kiedyś sam będziesz w podeszłym wieku, to kiedy masz załóżmy 20 lat, ta nauka nadal ci towarzyszy. Najczęściej tak jest. Jednak nie zawsze. Ogromny wpływ na nas ma także nasze otoczenie. Często nie wiadomo czy słuchać rodziców, którzy wbrew wszystkiemu co ci wmawiają nie są wszechwiedzący, czy kolegom, przyjaciołom. Dokładnie jak w przypadku serca i rozumu. Dokładnie taki problem miała nasza Carrie. Przeciwstawić się zaborczej matce, czy zaufać instynktowi?
Książka nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale jednocześnie ma coś w sobie, ponieważ tak bardzo zalatuje Kingiem. Myślę, że to właśnie od tej powieści trzeba zacząć, jeśli poczułeś chrapkę na króla grozy. Pierwsza książka to jednak PIERWSZA.
Czy dużym wyolbrzymieniem byłoby, gdybym powiedziała, że z postacią Carrie w pewnym sensie każdy mógłby się utożsamić w taki czy inny sposób? Przecież od czasu do czasu każdy czuje, że jest sam na świecie i czasem chce skończyć ze wszystkim, albo po prostu pragnie się wyżyć na czymś. Uważam, że dość łatwo zrozumieć czym kierowała się główna bohaterka i dlaczego tak postąpiła. Nic dodać nic ująć, trzeba przeczytać.
czwartek, 6 sierpnia 2015
Przebudzenie- Stephen King
Na świecie jest tyle różnych wiar... Gdybyście zebrali po jednym przedstawicielu każdej, na pewno zebrałaby się dość spora grupa. Niektórzy wierzą w Boga, inni w Mahometa, inni nie wierzą w nic. Każdy uważa, że to jego wiara jest prawdziwa. Lepiej nie wnikać za bardzo w kwestie różnych wiar, bo można na prawdę się pogubić. Ale fakt jest jeden. Ludzkie życie nie trwa wiecznie. Czy rzeczywiście istnieje w nas nieśmiertelna dusza, która idzie albo do nieba, albo do piekła? Czy w ogóle istnieje dobro i zło? Kluczowe pytanie, które nurtuje każdego człowieka. Co jest po drugiej stronie i czy należy się tego obawiać? King ukazuje bardzo niepokojącą wizję świata, który znajduje się za kotarą.
W niedużej miejscowości w Nowej Anglii, ponad pół wieku temu, na małego chłopca bawiącego się żołnierzykami pada cień. Jamie Morton podnosi głowę i widzi intrygującego mężczyznę, jak się okazuje, nowego pastora. Charles Jacobs wraz ze swoją piękną żoną odmieni miejscowy kościół. Mężczyźni i chłopcy skrycie podkochują się w pani Jacobs; kobiety i dziewczęta – w tym także matka Jamie’go i jego ukochana siostra Claire – tym samym uczuciem darzą wielebnego Jacobsa. Jednak kiedy rodzinę Jacobsów spotyka tragedia, a charyzmatyczny kaznodzieja wyklina Boga i szydzi z wiary, zostaje wygnany przez zszokowanych parafian.
Jamie ma własne demony. Od wielu lat gra na gitarze w zespołach na terenie całego kraju i wiedzie tułaczy żywot rock-and-rollowego muzyka, uciekając od rodzinnej tragedii. Po trzydziestce – uzależniony od heroiny, pozostawiony na pastwę losu, zdesperowany – Jamie ponownie spotyka Charlesa Jacobsa, co ma głębokie konsekwencje dla nich obu. Ich więź przeradza się w pakt, o jakim nawet diabłu się nie śniło, a Jamie odkrywa, że słowo „przebudzenie” ma wiele znaczeń.
Początek książki zaczyna się bardzo niewinnie. Do pewnego zwyczajnego miasteczka przeprowadza się młody mężczyzna wraz z żoną i synkiem. Z daleka, a nawet przy bliższym poznaniu ta rodzina jest dla innych po prostu idealna. Piękni, kochający się, o głębokiej wierze, mili dla otoczenia. Wszyscy od razu ich pokochali. Aż nagle zdarza się tragedia, która zmienia wszystko. Pleban na kazaniu w kościele wyrzeka się Boga, wytyka mu błędy. Dochodzi do skandalu. Po Charlesie słuch zaginął.
Na Jamie'ego padł cień w postaci mężczyzny. Zapamiętał ten dzień do końca życia. Ów cień towarzyszył mu zawsze, lecz on nie zawsze zdawał sobie z tego sprawy. Po kilku latach po tym spotkaniu Jamie'ego po woli niszczą prochy. Ale ktoś podaje mu pomocna dłoń. Przyjaciel z dzieciństwa. Pomógł mu w taki sposób, w jaki pomógł jego bratu, gdy ten stracił głos. Cudowne uzdrowienie. Cholerne cudowne uzdrowienie.
Miałam wielkie nadzieje w stosunku do tej książki. Zdawałam sobie sprawę z mało pochlebnych opinii, które jednak nie ostudziły całkiem mojego zapału. Mimo wszystko książka znalazła się w moich rękach i nie zostało mi nic innego jak tylko dowiedzieć się czemu macie do niej taki zły stosunek! Teraz już wiem. Mówiliście, że książka jest zła. Ale chyba nigdy nie widziałam, żeby była oceniona na mniej niż 5/10. A teraz zdaje sobie sprawę, że gdyby nie to, że została napisana właśnie przez Kinga nota byłaby o wiele mniejsza. Mam rację? Jasne, że mam.
Początek bardzo, ale to bardzo mnie wciągnął, co jest niespodzianką, bo zwykle w książkach Kinga jest na odwrót. Początek jest denny, a reszta niesamowita. Jednak tutaj zdarzył się wyjątek. Jednak nie należy przesadzać z zachwytem nad tym nieszczęsnym początku. Mówiąc szczerze na tle całej książki jest dobry. Ale gdyby porównać do innych dobrych książek... Sami wiecie o co chodzi. Ściślej rzecz ujmując początek był najlepszy z całej książki.
Co z zakończeniem? Nawet nie wiem jak to ująć... Końcówka była tak bardzo dziwaczna... Moim zdaniem to po prostu lekka przesada, ponieważ wizja Kinga to obraza dla Kościoła, który wmawia nam, że istnieje Niebo i Piekło. Wyobraźcie sobie skandal jaki mógłby nastąpić jakby przeczytałaby to jakaś zapalona miłośniczka Biblii (czyt. wariatka).
Czy książka mnie przeraziła? Nie. I to ma być horror? No proszę was! Czytając tą książkę, przez cały czas tylko marszczyłam brwi, czoło... Po prostu co się dało. Tak bardzo czekałam na jakiś przełomowy moment, a kiedy już nadszedł byłam bardzo rozczarowana. Według mnie to jedna ze słabszych książek Stephena Kinga.
sobota, 1 sierpnia 2015
Liebster Blog Award #3
Bardzo dziękuje Alicji z bloga Siostry w bibliotece za nominowanie mnie do LBA :)
1. Jak często chodzisz do biblioteki i czy pożyczasz stamtąd dużo książek?
Do biblioteki chodzę mniej więcej raz w miesiącu, może czasami więcej niż raz, bo mogłam, np. czasem przeczytać jedną czy dwie książki i akurat przejść obok biblioteki i przy okazji oddać i wypożyczyć coś nowego. Zwykle wypożyczam na raz około pięć książek, może więcej. Nie mam jakoś specjalnie ustalonej liczby :)
2.Jak kupujesz nową książkę, to odkładasz ją na półkę, żeby przeczytać później, czy robisz to od razu?
Tu zależy wszystko tylko i wyłącznie od książki jaką kupiłam. Jeśli jest to książka, na której mi za bardzo nie zależy to po prostu leży na półce i czeka aż się nią zainteresuje. Ale jest to coś, na co od dawna poluje, to mogę nawet odłożyć książkę, którą aktualnie czytam i zabrać się szybko za tą nową ;)
1. Jak często chodzisz do biblioteki i czy pożyczasz stamtąd dużo książek?
Do biblioteki chodzę mniej więcej raz w miesiącu, może czasami więcej niż raz, bo mogłam, np. czasem przeczytać jedną czy dwie książki i akurat przejść obok biblioteki i przy okazji oddać i wypożyczyć coś nowego. Zwykle wypożyczam na raz około pięć książek, może więcej. Nie mam jakoś specjalnie ustalonej liczby :)
2.Jak kupujesz nową książkę, to odkładasz ją na półkę, żeby przeczytać później, czy robisz to od razu?
Tu zależy wszystko tylko i wyłącznie od książki jaką kupiłam. Jeśli jest to książka, na której mi za bardzo nie zależy to po prostu leży na półce i czeka aż się nią zainteresuje. Ale jest to coś, na co od dawna poluje, to mogę nawet odłożyć książkę, którą aktualnie czytam i zabrać się szybko za tą nową ;)
3. Kupiłaś książkę, przeczytałaś i Ci się nie podoba. Sprzedajesz, oddajesz komuś/do biblioteki czy sobie zostawiasz?
Ostatnio nie kupuje za dużo książek. Ale kiedyś kupiłam całą serię Pamiętników Wampirów i niezbyt mi się podobała, ale jakoś nie mam serca jej sprzedać... Może kiedyś.
4. Słuchasz muzyki podczas czytania? Jeśli tak, to czy są to zwykłe piosenki z tekstem, czy tylko podkład?
Bardzo rzadko słucham muzyki podczas czytania. Jednak skłamałabym, gdybym twierdziła, że nigdy tego nie robiłam, albo nie zrobię. Zwykle słucham jakiś spokojnych piosenek, ale po cichu, żeby mnie nie rozpraszały, np. All I want- Kodaline
5. Masz swój słoiczek TBR, czy na bieżąco wybierasz, co aktualnie będziesz czytać?
Nigdy nie miałam czegoś takiego i raczej mieć nie będę. Lubie sama wybierać to co aktualnie chcę przeczytać :)
6. Czytasz wszystkie lektury szkolne, czy tylko te, które Cię interesują?
Zdecydowanie tylko te, które mnie interesują. Nie wiem jaki sens wciskać nastolatką takie książki jak "Krzyżacy", czy "Pan Tadeusz". Dzieciaki i tak większości z tych książek nie zrozumieją... A wątki historyczne zostawmy na lekcje historii, a nie polskiego... I jak się pewnie domyślacie... Nie. Nie przeczytałam tych lektur.
7. Jeśli zaczynasz serię, to musisz ją skończyć, czy jeśli któryś tom z kolei nie podoba Ci się, to odkładasz i nigdy więcej nie wracasz do niej?
Jeśli seria bardzo mi się spodobała, to oczywiście czytam wszystkie części, ale jeśli nie to po prostu jej nie kontynuuje i staram się o niej zapomnieć. Zwykle mi się to udaje.
8. Kupujesz zakładki, czy robisz sama?
Po pierwsze rzadko używam zakładek, ale czasem mi się zdarza używać jednej, którą dostałam od Marysi. Sama ją zrobiła <3 Ja nie mam takiego talentu :c
9. Lubisz książkowe gadżety, takie jak torby, plakaty, bluzy/koszulki, biżuteria etc.? Jeśli tak i masz, to chętnie pooglądam zdjęcia :)
Lubię, owszem. Jednak takowych nie posiadam, ale postaram się to zmienić :)
10. Czy w przypadku każdej książki, najpierw musisz poznać wersję papierową nim obejrzysz ekranizację, czy czasem odchodzić od tej "zasady"?
Zbyt często łamię tą zasadę, a potem żałuję, że posłużyłam się tym głupim impulsem, np. obejrzałam najpierw Jane Eyre, a później odechciało mi się czytać książkę. :I
11. Zaznaczasz ołówkiem/karteczką ulubione cytaty w książce, czy szukasz ich w Internecie/przepisujesz do zeszytu lub na kartkę?
9. Lubisz książkowe gadżety, takie jak torby, plakaty, bluzy/koszulki, biżuteria etc.? Jeśli tak i masz, to chętnie pooglądam zdjęcia :)
Lubię, owszem. Jednak takowych nie posiadam, ale postaram się to zmienić :)
10. Czy w przypadku każdej książki, najpierw musisz poznać wersję papierową nim obejrzysz ekranizację, czy czasem odchodzić od tej "zasady"?
Zbyt często łamię tą zasadę, a potem żałuję, że posłużyłam się tym głupim impulsem, np. obejrzałam najpierw Jane Eyre, a później odechciało mi się czytać książkę. :I
11. Zaznaczasz ołówkiem/karteczką ulubione cytaty w książce, czy szukasz ich w Internecie/przepisujesz do zeszytu lub na kartkę?
Zwykle szukam w internecie i przepisuje do zeszytu :D
Moje pytania:
1. Co ostatnio udało Ci się wypożyczyć w bibliotece, lub kupić?
2. Jakie plany czytelnicze na sierpień?
3. Czy uważasz, że droższe znaczy lepsze?
4. Jakie masz sposoby na odstresowanie się?
5. Kiedy czytasz dobrą książkę, pochłaniasz ją jednym haustem, czy odwlekasz jej przeczytanie, aby się nią nacieszyć?
6. Najlepiej napisana książka to...?
7. Jakiej piosenki słuchasz, gdy masz doła?
8. Jaką książkę byś mogła czytać i czytać bez końca?
9. Jaki jest twój styl?
10. Najukochańsza rzecz pod słońcem to...
11. Co kochasz robić oprócz czytania?
Nominujeee:
Klucz do wyobraźni
Kącik z książką
Korci mnie czytanie
Zapatrzona w książki
Magia książek
Taki jest świat
Królowa Moli
Buszująca w książkach
Książki Milki
Przygody mola książkowego
Esa czyta
9. Jaki jest twój styl?
10. Najukochańsza rzecz pod słońcem to...
11. Co kochasz robić oprócz czytania?
Nominujeee:
Klucz do wyobraźni
Kącik z książką
Korci mnie czytanie
Zapatrzona w książki
Magia książek
Taki jest świat
Królowa Moli
Buszująca w książkach
Książki Milki
Przygody mola książkowego
Esa czyta
czwartek, 16 lipca 2015
Gildia magów- Trudi Canavan
Fajnie byłoby żyć w świecie pełnym magii oraz bardzo wyraźnej hierarchii społecznej? Wielu odpowiada twierdząco, bez zastanowienia. Ale osoby, które mają takie zdanie chyba nie zdają sobie sprawy z tego, gdyby trafili do takiego świata i zostali zwykłymi żebrakami panicznie bojącymi się ludzi z talentem magicznym? Czy nadal by chcieli trafić do takiego świata? Szczerze wątpię. Morał jest taki, że trzeba uważać na to się życzy, bo można to otrzymać.
Akcja książki rozgrywa się w całkowicie wymyślonym przez autorkę świecie. W mieście, w którym mieszka Sonea porządek sprawują magowie, pod wezwaniem króla. Co roku odbywają się tzw. czystki, podczas których z miasta wypędzani są ludzie najniżsi rangą. Magowie nie cieszą się zbytnią popularnością, dlatego gdy chodzą po mieście są obrzucani czym się da. Co prawda nic ich nigdy nie trafia, ponieważ umieją stworzyć magiczną tarczę. Jenak ludzi to nie zniechęca. Sonea ciskając w jednego maga kamieniem z początku nie zdała sobie sprawy z tego co zrobiła. A zrobiła coś szokującego. Trafiła jednego prosto w głowę przebijając się przez tarczę. Magowie jak najszybciej muszą ją znaleźć, aby nie zrobiła krzywdy sobie i całemu miastu. Od tamtej pory jej życie diametralnie się zmienia.
Już na wstępie powiem, że książka całkowicie mnie zawiodła. Spodziewałam się czegoś o wiele lepszego. Dosłownie połowa książki była tak nudna, że chciało się ją odłożyć i już do niej nie wracać. Dopiero w drugiej części zaczęło się coś dziać, chociaż też mogło być lepiej.
Książka pisana jest z kilku perspektyw. Czasem okiem Sonei, która musi uciekać przed bezdusznymi magami. Czasem okiem tego dobrego maga i jego przyjaciela. A czasem też z perspektywy przyjaciela naszej bohaterki Sonei. Taki sposób pisania był bardzo dobry, ponieważ mogliśmy dowiedzieć się co kierowało wszystkimi bohaterami, np. czemu Sonea uciekała, albo czemu magowie ją ścigali.
Główna bohaterka nie za bardzo przypadła mi do gustu. Jej zachowania niekiedy były bardzo dziecinne i lekkomyślne. A sami wiecie, że tacy bohaterowie są niezwykle wkurzający. Kolejny powód, aby porzucić książkę w kąt. Ponadto autorka zostawiła nam całkowitą dowolność w charakterystyce Sonei. Zaczynając od wieku a kończąc na kolorze włosów czy oczu. Wspomniała tylko, że jest drobnej budowy. Może komuś spodobałaby się ta swoboda, ale nie mi.
Autorka miała na prawdę dobry pomysł na książkę, tylko go nie dopracowała. Stworzyła mało wątków, a te, które już są ciągną się jak flaki z olejem. Nie polecam tej książki fanom fantastyki, bo ta książka na pewno wam się nie spodoba. Mimo, że opis zachęca, cała fabuła jest niezwykle nużąca. Słyszałam jednak, że druga część jest o wiele lepsza, więc być może po nią sięgnę.
Akcja książki rozgrywa się w całkowicie wymyślonym przez autorkę świecie. W mieście, w którym mieszka Sonea porządek sprawują magowie, pod wezwaniem króla. Co roku odbywają się tzw. czystki, podczas których z miasta wypędzani są ludzie najniżsi rangą. Magowie nie cieszą się zbytnią popularnością, dlatego gdy chodzą po mieście są obrzucani czym się da. Co prawda nic ich nigdy nie trafia, ponieważ umieją stworzyć magiczną tarczę. Jenak ludzi to nie zniechęca. Sonea ciskając w jednego maga kamieniem z początku nie zdała sobie sprawy z tego co zrobiła. A zrobiła coś szokującego. Trafiła jednego prosto w głowę przebijając się przez tarczę. Magowie jak najszybciej muszą ją znaleźć, aby nie zrobiła krzywdy sobie i całemu miastu. Od tamtej pory jej życie diametralnie się zmienia.
Już na wstępie powiem, że książka całkowicie mnie zawiodła. Spodziewałam się czegoś o wiele lepszego. Dosłownie połowa książki była tak nudna, że chciało się ją odłożyć i już do niej nie wracać. Dopiero w drugiej części zaczęło się coś dziać, chociaż też mogło być lepiej.
Książka pisana jest z kilku perspektyw. Czasem okiem Sonei, która musi uciekać przed bezdusznymi magami. Czasem okiem tego dobrego maga i jego przyjaciela. A czasem też z perspektywy przyjaciela naszej bohaterki Sonei. Taki sposób pisania był bardzo dobry, ponieważ mogliśmy dowiedzieć się co kierowało wszystkimi bohaterami, np. czemu Sonea uciekała, albo czemu magowie ją ścigali.
Główna bohaterka nie za bardzo przypadła mi do gustu. Jej zachowania niekiedy były bardzo dziecinne i lekkomyślne. A sami wiecie, że tacy bohaterowie są niezwykle wkurzający. Kolejny powód, aby porzucić książkę w kąt. Ponadto autorka zostawiła nam całkowitą dowolność w charakterystyce Sonei. Zaczynając od wieku a kończąc na kolorze włosów czy oczu. Wspomniała tylko, że jest drobnej budowy. Może komuś spodobałaby się ta swoboda, ale nie mi.
Autorka miała na prawdę dobry pomysł na książkę, tylko go nie dopracowała. Stworzyła mało wątków, a te, które już są ciągną się jak flaki z olejem. Nie polecam tej książki fanom fantastyki, bo ta książka na pewno wam się nie spodoba. Mimo, że opis zachęca, cała fabuła jest niezwykle nużąca. Słyszałam jednak, że druga część jest o wiele lepsza, więc być może po nią sięgnę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















